BENJAMINEK I ŚWIĘTO, KTÓREGO NIE BYŁO

trudne pytania. WIELOkulturowość

Benjamin ma dobrego kolegę – Maurycego. Ślimaki lubią razem spędzać czas, a czasami nawet Benjamin pomaga Maurycemu i jego tacie. Chociaż Maurycy i Benjamin mają wiele wspólnego: obaj lubią sok z brzozy i placek z fasoli, to jednak nie wszystkie rzeczy robią tak samo. Maurycy z tatą nie wyprawiają Święta Wianków, które obchodzą wszystkie inne ślimaki, jakie zna Benjamin. Jak to możliwe? Czy taka przyjaźń może trwać?

 

BENJAMINEK I ŚWIĘTO, KTÓREGO NIE BYŁO

Z okazji Święta Wianków, Benjamin postanowił odwiedzić swojego przyjaciela Maurycego. Maurycy mieszkał nieopodal w starej brzozie i razem z tatą wyrabiał gliniane garnki, które tata sprzedawał potem na targowisku „Pod mchem”. Kiedy Benjaminek dotarł już do domu Maurycego, zauważył, że wcale nie jest świątecznie. Jak w każdy inny, zwykły dzień – tata pracuje, a Maurycy pomaga.

– Hmn… Dziwne… – pomyślał Benjaminek – dziś Wianki, a u nich jeszcze nic nie jest gotowe. Niepozamiatane, nie pachnie ciastem z fasoli i nie widzę koniczyny… Nic to, lepiej się przywitam – Benjaminek wyrwał się z zadumy

– Dzień dobry! Cześć Maurycy!

–  Dzień dobry – odpowiedział tata

–  Cześć Benjamin! Chcesz soku z brzozy? Właśnie mieliśmy z tatą zrobić sobie przerwę, prawda tata?

– Ba! – tata Maurycego kiwnął głową – Jak przerwa, to przerwa! A co ty jesteś taki zamyślony, Benjamin? Stało się coś?

Benjamin zastanawiał się, czy coś powiedzieć. Podłubał trochę nogą w ziemi, bo czuł się nieswojo. Nigdy jeszcze nie spotkał ślimaków, które by pracowały w Święto Wianków. I nawet przez myśl mu nie przeszło, że na świecie mogłyby istnieć ślimaki, które Wianków nie przygotowują! Trapiony tymi trudnymi pytaniami, koniec końców uznał, że przecież Maurycy to jego przyjaciel, więc chyba się nie pogniewa.

– Chciałem was odwiedzić z okazji Święta Wianków – zaczął Benjaminek – Przygotowałem już swój wianek i pomyślałem, że jeszcze przed kolacją przyjdę wam złożyć życzenia. Przyniosłem nawet trochę koniczyny, gdyby się okazało, że wam brakuje – Benjamin zaprezentował koniczynowy bukiet, a tata i Maurycy spojrzeli na siebie.

– To bardzo miłe Benjaminku – podziękował tata – Jak zawsze cieszymy się z twoich odwiedzin i mamy nadzieję, że wciąż będziesz do nas zaglądać, ale koniczyna nie będzie nam potrzebna. Widzisz, my nie obchodzimy Święta Wianków.

Benjamin otworzył oczy bardzo, ale to bardzo szeroko.

– A jednak… – pomyślał

– Nie martw się Beni, to nic takiego – uspokajał przyjaciela Maurycy.

– Wejdźmy może do domu. Napijemy się soku i porozmawiamy. Co wy na to ślimaki? – zaproponował tata Maurycego i cała trójka wpełzła do środka.

Kiedy już wszyscy usiedli na swoich ulubionych miejscach, Maurycy napełnił trzy kubki sokiem z brzozy, a tata otworzył maślane ciasteczka.

– Faktycznie, lepiej jest rozmawiać w środku… – pomyślał Benjamin. Nie wiedzieć czemu, obecność maślanych ciasteczek, bardzo Benjaminka uspakajała… – Dlaczego nie przygotowujecie Wianków? Przecież to najważniejsze święto ślimaków – zapytał Benjamin

– Pochodzimy z południa – tata Maurycego poprawił się w fotelu – Na południu ślimaki obchodzą Święto Słoneczników, ale tu słoneczniki nie rosną.

– Nie rosną, to prawda… – pokiwał głową Maurycy

– Tak się stało, że los rzucił moich rodziców na tę łąkę dawno temu, kiedy ja byłem jeszcze maleńkim ślimaczkiem. O – takim tycim! – tata Maurycego pokazał jak tycim – Kiedy okazało się, że będziemy mieszkać na Zielonej Łące, rodzice zajęli się lepieniem garnków. Nie myśleli wtedy o słonecznikach, które zostały daleko, tylko o tym, żebyśmy mogli mieć dobry i ciepły dom. Ale nigdy też, nie nauczyli się obchodzić Święta Wianków pomimo tego, że Wianki obchodzili wszyscy wokół. A potem kiedy dorosłem, Święto Wianków nie było mi potrzebne. I tak już zostało.

– Chyba rozumiem – Benjamin zastrzygł czułkami – Maurycy, a ty? Nie chcesz obchodzić Wianków? Ja tak lubię Wianki! – Ślimaczek zwrócił się do przyjaciela

– Nie wiem, czy chcę. Jak czegoś się nie ma, to trudno powiedzieć – odpowiedział Maurycy – Mógłbym spróbować. Hmn… – zastanowił się – Właściwie, dlaczego ślimaki na Zielonej Łące obchodzą Święto Wianków? Wiesz ? – zapytał Benjamina Maurycy – I po co plecie się wianki? – dodał

Benjamin wiedział i bardzo chciał opowiedzieć Maurycemu wszystko, co tylko wie o Wiankach!

– Święto Wianków obchodzimy wczesną wiosną, czyli teraz – rozpoczął opowiadanie Benjaminek. – Każdy ślimak plecie wianek z koniczyny. Koniczynę musi sam zebrać i sam upleść wianek. Małym ślimakom pomagają rodzice. I teraz najważniejsze! – podkreślił Benjamin – Wianek jest symbolem ślimaczej wytrwałości i niezłomności. Kiedy ślimak uplecie wianek wie, że poradzi sobie ze wszystkim. Święto Wianków przypomina nam, że pomimo tego, że jesteśmy mali, mamy w sobie dużo siły, a wytrwałością możemy osiągnąć to, co czasem wydaje się bardzo trudne.

– Ładne święto – przyznał Maurycy

– Podoba ci się! – ucieszył się Benjamin

– A co jeszcze robi się w Wianki? – zapytał Maurycy

– Ważne, żeby w Wianki nie robić za dużo. To jest dzień na radość i odpoczynek. Jak już upleciemy wianki, o zachodzie słońca wieszamy je w oknach. Potem siadamy wspólnie przy stole i zjadamy placek z fasoli. To lubię najbardziej! – Benjamin poklepał się po brzuchu – I jeszcze, składamy sobie życzenia! – niemal zapomniał – Życzymy sobie, żeby wianki przyniosły nam szczęście i żebyśmy cały rok byli tak wytrwali w swoich działaniach, jak podczas plecenia wianków.

– Piękne święto Benjaminku – pochwalił Ślimaczka tata Maurycego – Dobrze jest znać swoje tradycje, bo wtedy łatwiej jest nam zrozumieć, kim jesteśmy. Dziękuję, że opowiedziałeś nam o Wiankach – uśmiechnął się tata

– Wiesz tato – Maurycy zastanawiał się nad każdym słowem – My chyba też mamy takie Święto Wianków, chociaż nie mamy wianka – Maurycy spojrzał na tatę, a Benjamin nic nie rozumiał.

– Benjaminek mówił – ciągnął Maurycy – że Wianki mają przypominać ślimakom o tym, że są wytrwałe i niezłomne. A ty codziennie wytrwale lepisz garnki, chociaż nigdy nie uplotłeś wianka… Chyba jesteś wytrwały i niezłomny, prawda?

– Bo widzicie Ślimaki – tata przytulił Maurycego – każdy ślimak swoją siłę i niezłomność nosi w sercu. Żaden wianek i żadne święto nigdy tego nie zmieni.

 

To było miłe spotkanie. Maurycy i Benjamin rozmawiali jeszcze trochę o Wiankach, a potem o garnkach. I o słonecznikach. I dalekich podróżach. Podjedli maślanych ciasteczek i prawie zagrali w jengę. Prawie, bo zamiast ułożyć wieżę, zaczęli budować zamek. Popołudnie minęło bardzo szybko. Przyszła pora, żeby wracać do domu. Słońce zaczynało powoli zniżać się ku zachodowi. Nadchodził czas wieszania wianków.

– Do jutra? – zapytał w progu Maurycy

– Do jutra! Jak chcesz to schowam dla ciebie trochę ciasta z fasoli – pomachał Maurycemu Benjamin i podreptał do domu, na Święto Wianków.

 

 

 

Przeczytaj także zwiastun bajki

Dodaj komentarz