CZARODZIEJSKA LAMPA BENJAMINA

Bajka o tym, jak pomóc dziecku pokonać lęk przed ciemnością.

W życiu małego Benjamina – wielkie zmiany. Na nieustanne kłótnie z siostrą znalazło się rozwiązanie. Ale oto pojawia się nowy problem, całkiem inny niż młodsza siostra, która miewa inne zdanie. To strachy, którym samemu ciężko jest stawić czoła. Z pomocą przychodzi Rózia.

 

CZARODZIEJSKA LAMPA BENJAMINA

    Tego dnia Benjamin z Rózią grali przed domem w piłkę:

– Róziu, za słabo odbijasz! – upominał siostrę – Muszę podchodzić do piłki, żeby odbić ją z powrotem. Postaraj się bardziej – Benjamin nie był zadowolony z techniki gry swojej młodszej siostry.

– Kiedy ja się staram, ale nie wychodzi – broniła się Rózia – W ogóle to wolałabym turlanie, zamiast odbijania. Dlaczego zawsze ty wymyślasz, w co będziemy się bawić? Moglibyśmy turlać.

– Piłki się nie turla! Turla się kulę do kręgli. I to nie jest mój pomysł, tylko tego, kto wymyślił piłkę – odpowiedział Benjaminek i odbił piłkę do siostry. Pac! Piłka trafiła w Róziny czułek.

– Ałć! Benjamin! Czemu to zrobiłeś? Boooliiii… – i się Rózia rozpłakała. Nie dość, że brat narzeka na jej odbijanie, to jeszcze uderza w nią czym? Piłką!

– No, ale czemu ty beczysz? Przecież to było niechcący! – bronił się Benjamin, który jednak trochę specjalnie rzucił piłkę nieco mocniej niż zwykle. A teraz było mu żal siostry – No, nie płacz już. Przepraszam!

W oknie starego, bukowego pnia pojawiła się głowa mamy. Głowa wyglądała przez chwilę, po czym zniknęła. Po chwili otworzyły się drewniane drzwiczki i mama wyszła przed dom.

– Znowu się kłócicie? Oj ślimaki, ślimaki… Co się takiego stało Róziu? – zapytała mama, a Rózia jednym tchem naskarżyła na Benjamina.
A potem Benjamin z równie dużym zaangażowaniem bronił swojej racji i odpłacał się skargą siostrze. – Dobrze – zakończyła ten przegląd krzywd mama – Dziś wieczorem, jak tata wróci z pracy, spróbujemy coś zaradzić na te wasze kłótnie. A teraz idziemy jeść obiad. Raz, dwa. – Rózia i Benjamin posłusznie podreptali za mamą. Bukowe drzwiczki zaskrzypiały, a stary pień odetchnął z ulgą na myśl, że oto gra w piłkę skończona! Ileż to razy oberwał dziś piłką po korze? Nie zliczy.

– Hmn… Ciekawe, co też wymyśli mama na te ich zwady i spory. Kłócą się ostatnio smyki ogromnie. Jak żyję tyle lat, nie widziałem, jeszcze dwóch tak upartych ślimaków… – zastanawiał się prastary buk i serdecznie zachichotał.

Tymczasem Rózia i Benjamin zjedli obiad, a do domu wrócił tata. Wszyscy usiedli razem przy stole i zaczęli ze sobą rozmawiać. Zaczął tata.

– Ostatnio dużo rozmawialiśmy z mamusią o waszych kłótniach. Bardzo was kochamy i przykro nam kiedy słuchamy waszych skarg. – Rózia
i Benjaminek spuścili głowy… i czułki. Im też było teraz przykro. Lubili się przecież, tylko czasem tak ciężko jest wytrzymać z rodzeństwem!

– Pomyśleliśmy – mówiła mama – że powinniście mieć trochę więcej miejsca dla siebie. Może wtedy będziecie potrafili cieszyć się swoim towarzystwem i przetrwacie popołudnie bez kłótni – mama pogłaskała Rózię i Benjaminka, a tata uśmiechnął się pod wąsem.

– Mamusia próbuje powiedzieć, że nadszedł już czas żebyście mieli osobne pokoje – na twarzach ślimaczków pojawiło się żywe zainteresowanie.

– To kto się wyprowadza z naszego starego pokoju? – zapytała Rózia

– Benjamin – odpowiedział tata. Benjamin zbladł. Rózia wyszczerzyła zęby, a mama zaczęła dziwnie kaszleć – Do nowego pokoju przeniesie się Benjamin – kontynuował tata – bo jest starszy. To po pierwsze. A po drugie, nowy pokój przygotowałem na poddaszu.

– Na poddaszu? Na wielkim poddaszu! Ale fajnie! – ucieszył się Benjamin

– To prawda, poddasze jest bardzo duże i nie tak przytulne jak wasz wspólny pokój. Dlatego uznaliśmy z mamusią, że Benjaminowi będzie łatwiej tam zamieszkać, niż tobie Róziu.

– Może być – zgodziła się Róża i czym prędzej zapytała – To kiedy wyprowadzka?

Jeszcze tego samego wieczoru wszystkie rzeczy Benjamina zostały przeniesione na poddasze. Ubrania, książki, biurko – wszystko, co było Benjaminkowe. Tak, żeby stary, wspólny pokój mógł być już tylko pokojem Rózi. Kiedy Benjamin zabrał z pokoju Rózi swój ostatni ołówek, Rózia rozgościła się u siebie. Zakryła się kocem po same czułki i niewiele myśląc, poszła spać. Nawet trochę jej było żal, że brat jest tak daleko, na samej górze, ale uznała, że jutro będzie im się lepiej bawiło.

Po długim dniu zakończonym przeprowadzką, Benjamin także ledwo trzymał się na nodze. Razem z mamą pościelił łóżko w swoim nowym pokoju na poddaszu i podobnie jak Rózia, postanowił pójść spać. Nowym pokojem bez Rózi nacieszy się rano. Tak jak zawsze, mama posłała Benjaminkowi buziaka na dobranoc, zgasiła światło i zamknęła drzwi.

Ale Benjamin nie potrafił spać. Choć był tak bardzo zmęczony, coś mu przeszkadzało zamknąć oczy. Słyszał każdy szelest. Widział każdy cień. Wydawało mu się, że w pokoju ktoś jest. Że za biurkiem siedzi włochaty potwór, a pod łóżkiem kryją się strachy.

– Och jej, jej, jej… Jak ja tu będę spał? Chcę do Rózi na dół! Tu jest tak ciemno… Tak strasznie. Oj! – krzyknął Benjamin kiedy jedna z książek spadła z półki. – Strachy. Potwory włochate. Pazurzaste, skrzypiące. Straszaki okropne z wielkimi oczami. Jak tu jest CIEMNO… Będę płakał… – Panikował Benjamin i czuł jak łzy napływają mu do oczu. Nagle, otworzyły się drzwi i do pokoju wpadła cienka strużka światła.

– Hej Beni, śpisz? – to Rózia wdrapała się na górę.

– Zapal światło, co? – Benjamin starał się zachować spokój

– Płaczesz? – zapytała Rózia

– Trochę. Ciemno tu… Dużo ciemniej niż na dole! DUŻO! – podkreślił Benjamin

– Pamiętasz jak bałam się spać po ciemku? Jak byłam mała? – Dalej jesteś mała, pomyślał sobie Benjamin, ale pokiwał głową, że pamięta. – No właśnie. Miałam wtedy taką lampkę – Rózia położyła na łóżku mały, żółty księżyc – Zobacz tu jest przycisk. Naciskasz i… – Lampka-księżyc zaświeciła ciepłym, delikatnym światłem. – Widzisz jaka ładna? Pomyślałam, że ci pożyczę na trochę. Chcesz? Tu naprawdę jest bardzo ciemno – Benjamin chciał. Oj, jak bardzo chciał!

– Dziękuję Róziu. To miłe, że przyniosłaś mi taką lampkę.

– Proszę. Trochę mnie obudziłeś, wiesz? Pomyślałam, że potrzebujesz pomocy lampki. Na trochę możesz sobie wziąć. Wiem jak to jest jak ciemność nie daje spać – westchnęła Rózia – To idę do siebie. Dobranoc! –    i podreptała na dół.

Benjamin zapalił księżyc i położył obok łóżka. Zamknął drzwi swojego nowego pokoju i zgasił duże światło. Księżyc Rózi przyjemnie oświetlał poduszkę. Strachy zniknęły. Straszaki i potwory włochate też. Benjamin przytulił się do poduszki i chwilkę jeszcze patrzył na lampkę, zanim przyszedł sen.

– Dobranoc smyki… – wyszeptał stary buk

Kolejnej nocy Ślimaczek jeszcze odrobinę bał się swojego nowego pokoju, więc zanim mama zgasiła duże światło, Benjaminek zapalił lampkę od siostry. Ale lampka nie musiała już świecić tak mocno. Benjaminek zauważył, że każdej kolejnej nocy, lampka mogła świecić nieco słabiej. Ciemność nie była już straszna. Po kilku dniach Benjamin nie musiał  zapalać żółtego księżyca. Nie bał się. Znał już swój pokój i wiedział, że nic mu nie grozi.

 

Przeczytaj także zwiastun bajki

Dodaj komentarz