KATAR!

Przeziębienie i niesmaczne leki

Katar! Benjamin ma katar! Chory i bez humoru musiał zostać w łóżku, podczas gdy mama wyruszyła na Zieloną Łąkę po leki. Co pomoże Benjaminkowi?

 

 

KATAR

Benjamin obudził się rano i od razu wiedział, że coś jest nie tak, jak zawsze. Po pierwsze, wcale nie miał ochoty wyskoczyć z łóżka i biec na śniadanie! Miał za to ochotę spać. Bolała go głowa, miał dreszcze, a czułki wyglądały jak dwa tulipany, którym w wazonie już dawno skończyła się woda. Benjamin poleżał chwilę zastanawiając się nad tym, co mu właściwie jest, aż tu nagle!

–  AAAAPSIIIIIKK! AAAPCHEEEEE! – kichnął Benjamin – O nie! Tylko nie to – pomyślał – tylko nie katar! Nienawidzę kataru! – i się Benjamin rozpłakał. Buczał tak głośno, że już po chwili w pokoju na poddaszu, pojawiła się mama.

– Benjaminku, co się stało? – zapytała – Boli cię coś?

– Boli głowa, i brzuch, i czułki – wyliczał – ale to nic! Mam katar! APCHE! Nienawidzę kataru! APSIK! – kichał i uskarżał się Ślimaczek.

Mama podeszła do Benjamina i położyła mu rękę na czole.

-Benjaminku, masz gorączkę – twarz mamy wyraźnie posmutniała – Musiałeś się przeziębić. Obawiam się, że powinieneś dzisiaj zostać w łóżku.

Benjamin spojrzał na mamę z wielkim wyrzutem i wielkim niezadowoleniem.

– Ale ja nie chcę w łóżku! Nie chcę kichać! Nie chcę być chory! Chcę się bawić!

– Wiem kochanie, ale niestety dziś będziesz musiał odpocząć. Możesz się bawić w łóżku. Jutro, jak poczujesz się lepiej, pozwolę ci pobawić się na dole. Dzisiaj musisz się wygrzać. Trudno. – Tłumaczyła mama, a Benjamin płakał coraz mocniej. – Przyniosę ci śniadanie i herbatę z malin, a potem pójdę po leki.

-Jakie leki? – wystraszył się Benjamin

– Miód i sok z cytryny.

– Miód może być, ale sok z cytryny – ble! Nie będę tego pił! Co to, to nie! Fe! Fujcia! – zaprotestował Benjamin, po czym nakrył się kołdrą po same czułki i nic już do mamy nie powiedział. Taki był zły! Na ten katar. Na bycie przeziębionym. I na sok z cytryny. – Co za niesprawiedliwość! – płakał Benjamin – Nie dość, że jestem chory, to jeszcze mnie będą męczyć jakimiś paskudztwami. APCHE! APSIK! APSIK! – Benjamin nie zauważył nawet, kiedy mama zdążyła wyjść z pokoju i wrócić z obiecaną herbatą, śniadaniem i kilkoma drobiazgami.

– Przyniosłam ci twoją ulubioną książkę i kolorowankę – powiedziała mama i zaczęła układać wszystkie rzeczy na stoliku obok Benjaminkowego łóżka – Mam jeszcze puzzle, kredki i koparkę – uśmiechnęła się mama – Wiem, że to niemiłe być chorym ale obiecuję ci, że zrobię wszytko, żebyś szybko wyzdrowiał – Benjaminkowi zrobiło się troszkę lepiej, choć nadal pamiętał o cytrynie. – Pójdę teraz po leki, a ty grzecznie zostań w łóżku. Na dole jest tata i Rózia. Jak będziesz czegoś potrzebował, zawołaj – mama przytuliła Ślimaczka i zamknęła drzwi.

 

W domu było cichutko i przytulnie. Benjamin słyszał jak tata gotuje Rózi owsiankę, a Rózia krzyczy: „więcej malin!”. I jak mama szykuje się do wyjścia. Po chwili, utulony domową krzątaniną – zasnął. Nie wiedział nawet kiedy.

Śpij smyku… – zaszumiał prastary buk – Aaa…– zanucił.

Tymczasem Pani Ślimakowa ubrała swój ulubiony kapelusz w kolorze kwiatów bzu i wyruszyła na Zieloną Łąkę po leki. Najpierw swoje ślizgi (ślimaki przecież nie chodzą), skierowała do pszczół.

Rój mieszkał na starej lipie. Gniazdo pszczół uwieszone pod konarem, wyglądało jak wielki kokos. Co chwilę wylatywały z niego pszczoły, po czym wlatywały z powrotem. To były robotnice. Zbierały nektar z kwiatów Zielonej Łąki, a potem zamieniały go w pyszny miód, którym karmiły małe pszczółki. Wokół gniazda latały także strażniczki. Ich zadaniem było obserwowanie okolicy i meldowanie Królowej Pszczół o wszystkich podejrzanych personach, które podchodziły zbyt blisko pszczelego gniazda. Pszczoły bardzo ciężko pracowały na swój miód i bały się, że ktoś chciałby go im wykraść. Strażniczki już z daleka dojrzały mamę Benjaminka, która w swoim bzowym kapeluszu, pełzła w stronę pszczelej lipy.

 

– Królowo! Melduje się strażniczka Leontyna! – Leontyna skłoniła się przed Królową Pszczół.

– Witaj, Leontyno – Królowa delikatnie skinęła na pszczołę dając znać, że może podejść bliżej – Czy coś się stało?

– Chciałam zameldować, iż w stronę lipy zmierza ślimak w kapeluszu! – zgłosiła zagrożenie Leontyna.

– Och! To pewnie mama Benjamina – domyśliła się Królowa – tego ślimaka, co potrafi liczyć – Poleć do niej i zapytaj, z czym do nas przychodzi?Leontyna skłoniła się i posłusznie poleciała na spotkanie z mamą Benjamina. Pani Ślimakowa opowiedziała Leontynie o tym, że Benjamin źle się czuje. Boli go głowa, ma dreszcze i katar. I leży w łóżku.

– Sama pani widzi Leontyno – tłumaczyła mama – mój Ślimaczek jest dziś bardzo chory. Chciałabym kupić trochę miodu dla mojego synka.

Z tymi wiadomościami Leontyna poleciała prosto do Królowej. Królowa zarządziła natomiast, aby specjalnie dla Benjaminka przygotować słoik miodu lipowego, który według pszczelich przypowieści, jest najlepszy na katar i przeziębienie.

– Leontyno, poleć raz jeszcze do Pani Ślimakowej. Poproś, żeby poszła do domu, a my po południu przylecimy z gotowym miodem pod prastary buk. I powiedz też, że to jest prezent – podkreślała Królowa – Benjaminek jest bardzo pomocnym ślimaczkiem. Zawsze nam pomaga, kiedy przychodzi wichura. Dzięki swoim obliczeniom ratuje nasze gniazdo przed strąceniem. Przekaż, że życzę mu dużo zdrowia.

Leontyna ile sił w skrzydłach poleciała do mamy Benjaminka i przekazała wszystkie rozkazy Królowej. Mama Benjamina podziękowała za dobre serce pszczół i wyruszyła dalej – do Motyli.

Latolistki cytrynki mieszkały wśród liści drzew owocowych, które rosły nieopodal Zielonej Łąki. Nieopodal to dla ślimaka całkiem daleko więc do Motyli, mama Benjaminka postanowiła wybrać się na zającu. Niepostrzeżenie przyczepiła mu się do ogona niedaleko brzozy, w której mieszkał Maurycy z tatą. Kiedy szarak dokicał w okolice Latolistków, mama zsunęła się na ziemię i resztę drogi – podpełzła.

-Dzień dobry Igo! Dzień dobry Figo! – przywitała Motyle Pani Ślimakowa.

Igo i Figa byli akurat bardzo zajęci wygrzewaniem swoich cytrynowych skrzydeł na słońcu.

– Och! Pani tutaj? Tak daleko? – zdziwił się Igo – Co się stało?

Mama Benjamina raz jeszcze opowiedziała o tym, że Benjaminek jest chory.

– Chcę przygotować lek dla Benjaminka, ale brakuje mi jeszcze soku z cytryny.

Pani Ślimakowa nie mogła trafić lepiej! Igo i Figa wprost uwielbiali soki owocowe! Tak bardzo, że otworzyli pierwszą pijalnię soków owocowych po tej stronie lasu, tak aby wszyscy mieszkańcy Zielonej Łąki mogli ich skosztować. Motyle same dobierały składniki do swoich owocowych mieszanek. Ich soki były bardzo pyszne, bardzo świeże i bardzo zdrowe. – Czy mogłabym kupić butelkę soku z cytryny? – zapytała mama

Igo i Figa zniknęli w poszyciu. Po chwili wrócili ze świeżym sokiem.

– A teraz podrzucimy Panią do domu – zaoferowała Figa – Proszę jedną rękę dać Igo, drugą mnie i lecimy! – mama zdążyła powiedzieć tylko krótkie „oj” kiedy Motyle oderwały ją od ziemi. Nie minęła chwila gdy Pani Ślimakowa dotknęła gruntu pod nogą, przed swoim domem, w prastarym buku.

-Dziękuję serdecznie za… za podwózkę – mama Benjaminka przez całą drogę miała zamknięte oczy i martwiła się, że się Motylom wyślizgnie i spadnie. A potem bała się zgubić swój bzowy kapelutek. Ale na szczęście, nic takiego się nie stało. Pani Ślimakowa dotarła cała i zdrowa. I z sokiem z cytryny! – Ale, przygody… Naprawdę… Zaśmiała się nerwowo.

– Dużo zdrowia dla Benjamina! – pożegnały się Motyle i odleciały na swoją stronę łąki.

 

Po południu do drzwi prastarego buku zapukała pszczoła Leontyna, która przyniosła lipowy miód z odrobiną pyłku. Mama z miodu i soku przygotowała lekarstwo dla Benjaminka. Ostrożnie przelała miksturę do kubka i zapukała do drzwi Benjaminkowego pokoju.

-Jak się czujesz? – zapytała

-APSIIIK! APCHEEE! KICH! KICH! PSIK! – kichał Benjamin i miał bardzo smutną minę

– Zmęczyło cię to chorowanie?

– Bardzo, ale cytryny nie wypiję! – zarzekał się Benjamin

– Wiesz – zaczęła mama – że ten sok wycisnęły specjalnie dla ciebie Igo i Figa? – Benjamin popatrzył na mamę – Naprawdę! Opowiedziałam im, że źle się czujesz i Motyle bardzo chciały pomóc. Sok dostałeś w prezencie.

-APSIK! Dziękuję… – wymamrotał Benjamin i słuchał dalej.

– A Królowa Pszczół wydała rozkaz, żeby robotnice zrobiły dla ciebie miód z kwiatów lipy. Taki miód jest podobno bardzo zdrowy i daje dużo mocy, kiedy się choruje.

– Mocy? – zainteresował się Benjamin

– Tak, mocy! – potwierdziła Pani Ślimakowa i żeby jeszcze bardziej podkreślić  moc miodu, zgięła ręce w łokciach i pokazała muskuły.

– Ooo – podziwiał Benjamin – ale mamusia jest silna!

– Ba! – uśmiechnęła się Pani Ślimakowa – Bo zawsze jak byłam chora, piłam miodowo-cytrynową miksturę na przeziębienie, którą robiła mi moja mama. I teraz ja, zrobiłam taką samą dla ciebie. – Mama podsunęła Benjaminkowi kubek z lekarstwem.

– ECHE! ECHE! PSIK! No, no dobrze… Niech będzie… Spróbuję wypić… – obiecał Ślimaczek, po czym zrobił kwaśną minę.

 

Przez kolejne dwa dni Ślimaczek Benjaminek dzielnie pił lekarstwo, które przygotowywała mu mama. Codziennie czuł się lepiej. Odzyskiwał siły i dobry humor, a katar – znikał! Trzeciego dnia Benjamin obudził się całkiem zdrowy. Wtedy też do głowy przyszedł mu taki oto wierszyk:

Katar, katar cieknie z nosa,

jest uparty jak ta osa!

Katar, katar wielki mam.

Co mam zrobić? Nie wiem sam.

 

Pszczoła dała miód i pyłek.

Sok z cytryny dał motylek.

Mama napój mi uwarzy

i przestanę już katarzyć!

 

– I przestanę już katarzyć! – zachichotał prastary buk…

 

Dodaj komentarz