ŚLIMACZEK BENJAMINEK

Ideału nie ma. Bajka, która pomaga budować dziecku SAmoakceptacjĘ.

Ślimaczek Benjaminek to mały niezdara. Ale ma coś, czego nie ma nikt inny na Zielonej Łące. Dopiero gorzka lekcja Pająka Wincentego otworzyła wszystkim oczy… Czas na bajkę!

 

ŚLIMACZEK BENJAMINEK

Ślimaczek Benjaminek nie potrafił skakać ani biegać. Nie potrafił wdrapywać się na drzewa – zawsze spadał i nabijał sobie wielkiego guza. Nie ma się co oszukiwać, Benjamin nie potrafił robić niczego, co zwykle bez trudu robili mieszkańcy Zielonej Łąki. Motyle, pająki, boże krówki były szybkie i zwinne. Benjaminek wolał raczej spokojne przechadzki.

Nikt jednak nie śmiał się z tego niezdarnego malca. Wszyscy bowiem wiedzieli, że bez niego życie na Zielonej Łące byłoby tysiąc razy trudniejsze. Co sprawiało, że Ślimaczek Benjaminek był tak niezwykły?

Otóż, była to sprawa życia i śmierci! Najwyższej w świecie wagi! Ślimaczek Benjaminek jako jedyny potrafił liczyć! Nikt inny na Zielonej Łące nie rozumiał magii tych dziwnych szlaczków i kreseczek jakimi były LICZBY! Wszystko zaczęło się, kiedy pewnego czwartkowego, pochmurnego poranka, Pająk Wincenty postanowił wybudować sieć na drzewie. Już dziarsko zabierał się do pracy, kiedy Benjaminek machając mu przed oczami swoim notatnikiem próbował tłumaczyć:

– Wincenty nie buduj dzisiaj sieci! Popatrz! Jest bardzo silny wiatr! On zerwie twoją sieć! – ostrzegał

– A ty skąd to wiesz? – pytał Wincenty, choć przecież wcale nie zamierzał przerywać swojej wspaniałej budowy. Nie przez jakiegoś tam – ślimaka!

– Policzyłem… – odparł nieśmiało Benjaminek

– Policzyłeś?! Też coś! – skwitował zuchwale Pająk i chwacko zabrał się za plecenie pajęczyny. Benjamin nic już nie powiedział. Z całych sił przykleił się do drzewa i zamknął oczy, żeby nie patrzeć na to, co miało się za chwilę wydarzyć. Zaczął odliczanie…

– Trzy, dwa, jeden… – nagle zerwał się silny wiatr. Tak silny, że kiedy świszczał między listkami, furkotały tak prędko, jakby były chorągiewkami na statkach! Z każdym podmuchem wiatr rósł w siłę. Beniaminek bardzo mocno trzymał się drzewa, ale Wincenty…

– Jejku! – fruwał w sieci – Jejku! – wiatr rzucał pająkiem na prawo i lewo! – Ratunku! Spadaaam! – wichura zerwała delikatne nici a Wincenty wylądował na ziemi łamiąc cztery z ośmiu pajęczych nóg! – Och jej… Co za dzień… Pechowy, nieprawdaż? – użalał się Pająk – Masz ci los! Spędzę teraz kilka tygodni gipsie… Co za pech! – nie przestawał się oburzać.

– Pech – nie pech… – pomyślał sobie Benjaminek – Upartość i przekorność raczej – dokończył myśl, ale nie powiedział jej głośno. Nie chciał sprawiać Wincentemu przykrości. – Pójdę po pomoc – zwrócił się do Pająka -Postaram się wrócić jak najszybciej! – wyruszył. Wincenty tymczasem uciął sobie drzemkę, bo co tu robić tyle godzin? Co prawda, Ślimak po pomoc jak to się mówi – skoczył na jednej nodze… Ale nie jest to zbyt szybko w przypadku ślimaków. Pomimo najszczerszych intencji.

Tak czy inaczej, od tamtej pamiętnej wichury, mieszkańcy Zielonej Łąki zaczęli się baczniej przyglądać Benjaminkowi. Wkrótce pojęli, że Benjamin potrafi nie tylko obliczyć siłę wiatru, ale dzięki swoim „liczbom”- czymkolwiek one były – wie kiedy przyjdzie zima, zna się na pogodzie i rozumie nawet jak płynie rzeka!

Mieszkańcy Zielonej Łąki zaczęli więc słuchać rad małego ślimaka, a Benjaminek był szczęśliwy, że może im pomóc. Mając w pogotowiu ołówek i notatnik obliczał, rachował i rozwiązywał problemy silniejszych od siebie sąsiadów. Chociaż był tak różny od nich, chociaż nie potrafił tyle co motyl, czy ważka wiedział, że jest wszystkim niezwykle potrzebny na Zielonej Łące. I to, co było najważniejsze – Benjamin wiedział, że jest wśród przyjaciół, którym potrafi  pomóc właśnie dlatego, że jest powolnym ślimaczkiem, który nie musi nigdzie biec i może w spokoju zastanowić się nad dziwami świata.

Mieszkańcy Zielonej Łąki opiekowali się niezwykłym Ślimaczkiem, który powolnie, choć przecież radośnie pełzł wśród traw posyłając wszystkim serdeczne uśmiechy znad swojego notatnika pełnego liczb.

 

Dodaj komentarz