Gdy się czyta opowieści…

 

„Nie bez powodu stare bajki zaczynały się od „Dawno, dawno temu, za górami, za lasami…” Tu powstawała tajemnica, która była zaproszeniem do opowieści. (…)”

 

Część osób pyta mnie – BAJKA.blog? Skąd ten pomysł?

Poprzez BAJKĘ chciałabym pokazać, czym tak naprawdę są bajki dla dzieci. Czym mogą się stać. I jak w pełni wykorzystać moc pisanych opowieści… BAJKA w oczywisty sposób promuje czytanie dzieciom (i czytanie z dziećmi), a w związku z tym, że zawodowo zajmuję się dwujęzycznością – także język polski i – w ogóle – mówienie do dzieci w języku ich rodziców. Tylko powstał pewien problem… Ja mam to szczęście, że mnie czytano. I wydaje mi się, że interpretacja tekstów w pracy z dziećmi nie sprawia mi trudności – być może dzięki temu, że moje dzieciństwo było pełne książek, a rodzice pokazali mi, jak doskonale można bawić się czytaniem i przy czytaniu. Ale pomyślałam sobie, może nie wszyscy mają takie wspomnienia, jak ja? Może nie każdy współczesny rodzic wie, jak ciekawie czytać dziecku? Jak opowiadać, żeby chciało słuchać?

O taką właśnie rozmowę, poprosiłam Pana Piotra Szulca – aktora teatralnego (a prywatnie ukochanego dziadka dwujęzycznej Nadii i Naomi), który od lat aktywnie wspiera ideę czytania dzieciom.

 

HMG: Dzień dobry Panie Piotrze! Czy czytanie lub też – opowiadanie bajek, może być trudne?

PSz: Myślę, że nie jest trudne – pod warunkiem, że czytającemu się chce. Ta chęć jest warunkiem koniecznym, bo brak zaangażowania będzie od razu słychać. I nie ma znaczenia, czy czytający ma talent recytatorski, czy nie. Brak woli będzie zawsze słychać. Wyczuwalna będzie ta nieochota. A jeżeli się naprawdę CHCE – to, to jest łatwe. Bo wtedy mam potrzebę czytania swojemu dziecku i nie zastanawiam się, jak to zabrzmi. Po prostu czytam. Nie rozmyślam, czy jest jakaś wartość artystyczna w tym co robię. Najważniejszy jest ten bezpośredni przekaz. Kontakt ja – dziecko. Nasze zaangażowanie niweluje wszelkie niedoskonałości wynikające z czytania.

Zadanie byłoby trudniejsze, gdybyśmy chcieli nagrywać audiobooki, bo nie każdy to potrafi i nie każdy powinien to robić. Radiowcy mówią, że „mikrofon kogoś kocha”. I tak jest. Nie wszyscy aktorzy zdecydują się na nagrywanie audiobooków, nawet ci najlepsi, bo to jest osobna umiejętność. Ale czytanie swojemu dziecku, to zupełnie inna sprawa… Tu liczy się chęć. Potrzeba. Intencja. A tak w ogóle, to sobie pomyślałem – gdyby ktoś czytając dziecku włączył dyktafon, na przykład w telefonie i spróbował się nagrać, a potem odsłuchać… Jestem pewien, że będzie bardzo zdziwiony, że to on. Że tak brzmi jego głos. Że interpretacja jest inna, niż by chciał, czy przypuszczał. Jest to ciekawe doświadczenie, które może pomóc czytającemu.

HMG: Przełamać się w czytaniu?

PSz: Przełamać się w czytaniu, ale też skonfrontować ze swoim czytaniem. Posłuchać siebie. Ja Pani powiem, że mimo tego, że już ileś lat jestem aktorem, za każdym razem kiedy słyszę swój głos z odtworzenia – to mnie dziwi…

HMG: Jak Pan pracuje na tekstach dla dzieci? Na co należy zwrócić uwagę?

PSz: Przede wszystkim – na treść. Bardzo ważne jest, żeby utwór był dopasowany do wieku dziecka. Bo co nam po czytaniu, jeżeli dziecko nas nie zrozumie, bo tekst będzie za trudny? Ja mam teraz taki problem z moimi wnuczkami. Jedna ma 4 lata, druga prawie 9 – i znalezienie wspólnego tekstu dla nich obu, jest niełatwe. Druga sprawa, na którą zwracam uwagę –
to słownictwo. Bardzo często w tekstach mniej współczesnych, choć wciąż – klasykach literatury dziecięcej – na których z resztą sam zostałem wychowany, a więc Brzechwa, Tuwim nie mówiąc o Fredrze – jest mnóstwo archaizmów, które nie występują już w języku. Nawet prosty przykład – wiersz „Lokomotywa” Juliana Tuwima. Przecież mamy tu do czynienia z parowozem! Ale jak jednym słowem – „lokomotywa” – dziecku, które nigdy lokomotywy na oczy nie widziało, opowiedzieć o tym ogromnym urządzeniu? Nie da się. Trzeba czytanie przerwać i poświęcić chwilę na to, żeby z dzieckiem – o lokomotywie – porozmawiać. Bo przecież nie chodzi o to, żeby tekst „wyklepać”, tylko, żeby dziecko nas rozumiało i miało z tego słuchania jakąś przyjemność. W innym cudownym wierszu Tuwima – „Pali się”, strażacy beczkę zatkali „drewnianym czopem” i dalej „pędzą galopem”. Podobna historia jak z „lokomotywą”. Wypadałoby dziecku wytłumaczyć – co to jest „beczka”, „czop”, „galop” – w wozie strażackim! Przecież oni nie znają wozów strażackich ciągniętych przez konie!

Język się zmienia. Nie próbuję powiedzieć, żeby nie czytać dzieciom klasyków, ale czytać tak, by przy okazji poznawania starszych tekstów, umożliwić dzieciom ich zrozumienie. Dlatego – czytajmy i objaśniajmy, jak jest taka potrzeba.

Zatem treść, słownictwo i trzecia rzecz – akcja. Dzieci najchętniej słuchają tekstów, w których coś się dzieje. Hitchcock nazwał to suspensem. Musi być jakieś zaskoczenie, akcja musi się rozwijać. Wartko. Prężnie. Dzieci nie przepadają za długimi opisami. Mało tego – opisy są przyjmowane z pewnym trudem. Kiedy czytam dzieciom podczas „Wierszo-czytanek” – wtedy zwykle omijam opisy. Opowiadam je – ale nie czytam, bo dzieci się nudzą. I tak w ogóle – obszerny opis w tekście dla dzieci, to nie jest dobry pomysł – chyba, że chcemy dziecko uśpić. Wtedy – proszę bardzo. Jeśli natomiast chodzi o baśnie i legendy – tak sobie myślę, unikajmy okrucieństwa, bo mamy go dosyć dookoła. Ja omijam Braci Grimm, bo te baśnie wydają mi się zbyt okrutne. Chociaż z drugiej strony… Cóż, przyzwyczailiśmy się do tego, że wilk zjada Czerwonego Kapturka. Że Gajowy mu rozpruwa brzuch, a wszystko się kończy ładnie, pięknie. Tak, że z tym okrucieństwem, to też nie jest tak do końca. Wszystko zależy od autora i konwencji.

HMG: I od tego, jak się przedstawi baśń – bo wilka w „Czerwonym Kapturku” można udomowić, a Babę Jagę uśpić kołysanką. Inna rzecz jest taka, że poprzez baśnie – nawet te, w których występuje okrucieństwo – dzieci w bezpieczny sposób przepracowują sobie różne sprawy… Takie baśnie też są potrzebne. Ale to jest już temat na inną rozmowę… Spróbujmy zatem podsumować: czytając dzieciom (a szczególnie dzieciom dwujęzycznym) – zwracamy uwagę na treść (odpowiednią do wieku), słownictwo (zrozumiałe dla dziecka) i ciekawą fabułę, która wciągnie dziecko w opowieść. Powiedzmy, że udało nam się znaleźć taki utwór. Czytamy – ale jak to zrobić, żeby dziecko nas słuchało? Jak przykuć uwagę dziecka do naszego głosu? Czy istnieje sposób, który pozwala tak czytać, tak opowiadać, żeby słuchający skupił się na opowieści?

PSz: Właściwie takiego sposobu nie ma. Warto na początek skupić na sobie uwagę dziecka. Nie bez powodu stare bajki zaczynały się od „Dawno, dawno temu, za górami za lasami…” Tu powstawała tajemnica, która była zaproszeniem do opowieści. I to jest sposób – stworzyć tajemnicę, zagadkę – i sugestię, że my tę zagadkę za chwilę poznamy i rozwiążemy.

HMG: Czy czytając koniecznie trzeba wchodzić w role i podgrywać, czy może wystarczy miły głos, którego dobrze się słucha?

PSz: Interpretacja jest w intencjach. To po pierwsze. Natomiast jeżeli mówimy o wchodzeniu w role. Ja myślę, że zawsze warto próbować wejść w rolę, bo robi się ciekawiej. Czasami można się pobawić i podzielić tekst między siebie, a dziecko. Niech dziecko samo zaproponuje jakim głosem ma mówić pirat z bajki. Może zechce być tym piratem i pomagać nam przy czytaniu? Taka zamiana ról świetnie się sprawdza! I wtedy, przy takim czytaniu – doświadczamy czegoś więcej… Tworzymy z dzieckiem mały teatr…

HMG: Bardzo mi się podoba taki sposób na czytanie. Teatr z książką – w całości do mnie przemawia. Dziecko jest sprawcze. Jest – fizycznie – częścią historii, którą też tworzy.

PSz: Dokładnie tak. Chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz – na magię słowa czytanego. Weźmy na przykład takie zdanie „Piesek idzie polną drogą”. Jeżeli ten piesek idzie polną drogą na ekranie telewizora, to idzie sobie konkretny piesek. Konkretną drogą. Koniec. Nic więcej się nie dzieje. Nie ma przestrzeni dla wyobraźni. Jeżeli natomiast, jest to „tylko” słowo czytane – to dla każdego z nas będzie to inny piesek i inna droga. Dla jednego duży, dla drugiego mały. Tu jest jamnik, a tu sznaucer. Droga polna może być kamienista, między zbożami, ze śladami kół po traktorze…

Słowo otwiera magię wyobraźni. Obraz daje konkret. Słoń na ekranie, jest słoniem na ekranie. Czy on jest mniej dziwny, czy bardziej dziwny. Czy bardziej przypomina słonia, czy jest wariacją grafika, który słonia narysował – nie ma znaczenia. Ten ekranowy słoń już jest konkretem. Natomiast jakiekolwiek pojęcie istniejące jako „gołe” słowo – zanim je zobaczymy – musi najpierw wywołać obraz w wyobraźni. I dla każdego będzie czymś zupełnie innym.

HMG: Ładnie Pan to opowiedział… Warto w tym miejscu jeszcze zauważyć, że to my nadajemy znaczenie słowom. To my decydujemy, co jest ważne. Pies czy droga? Czy może fakt, że ten pies idzie?

PSz: Tak, ale to już zależy od kontekstu. I każdy musi sam zrozumieć, co w tym zdaniu jest ważne. Pies idzie, bo szuka przygody, a może właściciela – bo się zgubił? A to jest już kwestia wrażliwości i wyobraźni czytającego.

HMG: Jaka jest recepta na ciekawe przeczytanie tekstu? Myślimy o tym, co czytamy. Czytamy z przyjemnością – bo nieochotę da się wyczuć… A poza tym?

PSz: CZYTAMY WOLNO. Bardzo, bardzo, bardzo wolno. Ja z przekorą mówię: „bardzo, bardzo, bardzo wolno”, bo gdybyśmy nagrywali się na dyktafon podczas zwykłych rozmów, czy prób czytania, to się okaże, że strzelamy jak karabin maszynowy! Zatem, jak nam się wydaje, że jest wolno – to i tak – jest dwa razy za szybko…

HMG: Szybko żyjemy i szybko mówimy.

PSz : Pewnie tak. Jeżeli czytamy szybko – nie mamy czasu się nad tym słowem zastanowić. Nad sensem całego zdania – bo przecież, czytając dzieciom nie naczytujemy sobie wcześniej tekstu tylko – idziemy na żywioł. Opracowywanie tekstu jest specyfiką pracy aktora, ale – niech sobie Państwo nie myślą – kiedy czytam swoim wnuczkom, pomimo tego, że jestem aktorem – to nie przygotowuję tego tekstu wcześniej. Po prostu – biorę książkę z półki, czytam. Ale czytam powoli. Bez pośpiechu. I naprawdę słowo Pani daję – najwolniej w naszym odczuciu, to będzie akurat – tak, jak być powinno.

HMG: Panie Piotrze, kiedy przygotowaliśmy się do naszego spotkania, był taki moment w którym rozmawialiśmy o relacjach. Zwrócił Pan wtedy uwagę na to, że szalenie ważna jest relacja między czytającym dorosłym, a dzieckiem.

PSz: Dobrze jest stworzyć nawyk – rytuał czytania dzieciom. Ja robię tak – że kiedy przyjeżdżam do swoich wnuczek, to zawsze im czytam. I to jest nasze święto. Dziadek przyjeżdża i czyta. To jest nasz czas. Oczywiście, nie zawsze nam się to udaje, ale staramy się bardzo. I nawet jeśli nie poczytam im wieczorem do snu, to próbuję zainteresować je książką w ciągu dnia.

HMG: Ostatnio, przez przypadek – znalazłam informację o programie „Poczytaj mi”. Od pewnego czasu organizuje go Fundacja Sławek, która zajmuje się tematyką resocjalizacji osób osadzonych. „Poczytaj mi” polega na czytaniu bajek dzieciom – przez ich rodziców, dziadków – którzy przebywają w więzieniu, i z którymi dzieci mają utrudniony kontakt. Bajka jest nagrywana na płytę i przekazywana dziecku w prezencie. I myślę, że jest to fantastyczna inicjatywa, która właśnie – pomaga zbudować relację, czy też – relację podtrzymać. Dziecko ma szansę usłyszeć kochany głos.

PSz: To jest świetna inicjatywa! Świetny pomysł! Zgadzam się.

Ale tak naprawdę – nawet jeśli rozmawiamy o dzieciach rodziców migrujących – to często jest tak, że tylko jedno z rodziców jest z dziećmi, podczas gdy drugie jest gdzieś daleko – np. tata mieszka w Anglii, bo pracuje. Albo jest kierowcą i jeździ w trasy. Nie ma go dni, tygodnie. Może czasami warto temu dziecku, które tęskni – nagrać wierszyk?

Wysłać – czymkolwiek – Messengerem, zostawić wiadomość na Skype, na Facebooku. Bo to jest właśnie gest, który pomaga podtrzymać tę bliską relację z dzieckiem. Nie sztandarowe, drętwe pytanie: „Jak było w przedszkolu, czy szkole”. Dziecko dostaje osobisty prezent od swojego rodzica – pod postacią bajki czy wiersza. Wie, że jest dla rodzica ważne. Przecież Tolkien napisał całą swoją cegłę – „Władca Pierścieni” – jak przebywał na placówce dyplomatycznej i tęsknił za swoimi dziećmi! Pisanie przez rodziców bajek dla dzieci, to nie nowość. Tylko my – zamiast poczty królewskiej – (Tolkien fragmenty powieści wysyłał swoim dzieciom w listach) – będziemy używać poczty elektronicznej.

HMG: Warto wykorzystać każdą okazję, aby zbliżyć się do tych, którzy są daleko… Tak rozmawiamy o tych książkach… Ma Pan może książkę, opowieść – która jest dla Pana szczególnie ważna? Taka, która przypomniana dziś, przenosi Pana do świata dzieciństwa?

PSz: Dawne wydanie Brzechwy. O Rycerzu Szaławile. Najpierw czytała mi ją mama, potem czytałem sam. Ostatni raz jak pamiętam tę książkę – była strasznie wyczytana, strasznie wymięta. Niestety gdzieś się zgubiła. Ale na pocieszenie, jest też druga, ważna dla mnie książka – „Zbiór baśni” Andersena – tę akurat mam! Dostałem ją kiedy miałem 12-13 lat – od swojej matki chrzestnej, która zawsze dawała mi książki w prezencie.

HMG: Piękna pamiątka. Mnie do świata dzieciństwa przenosi wiersz o chorej żabie – Brzechwy.

PSz: „Pewna żaba była słaba, więc przychodzi do doktora i powiada, że jest chora…”

HMG: Dokładnie ten. Pamiętam, jak moja mama czytała mi ten wiersz. Miałam może 4 lata? Może trzy? W każdym razie – doskonale pamiętam moment czytania. Emocje jakie nam wtedy towarzyszyły i każdy gest mamy. Pamiętam jak mama czyta. Jak słońce wpada przez okno
i razi ją w oczy. Więc ona sadza mnie sobie na kolanach tak, żeby mieć trochę cienia. Mama czytała i czytała i miała już serdecznie dość tej żaby. Tym bardziej, że wiersz znałam na pamięć. (Bardzo podobał mi się absurd zaleceń lekarskich. Zawsze było śmiesznie. Chyba dlatego, tak lubiłam tę żabę.) Ale najbardziej z tych „czytań z mamą” pamiętam to, że nawet jeśli mamę trapiły troski, czy smutki – to na czas czytania, potrafiła o nich zapomnieć. Była ze mną.I to było najważniejsze. I
tak sobie myślę, że nigdy nie wiadomo, które wspomnienie z nami zostanie. Więc to co robimy, warto robić całym sobą. Kiedy czytamy dzieciom – zróbmy to porządnie. Wejdźmy w to. Wyłączmy się ze świata i spędźmy razem chwilę.

PSz: Ma Pani rację. Najważniejszy jest ten kontakt. To, że poświęcamy czas dzieciom, a dzieci poświęcają czas nam. I to się jakoś tak wiąże. A potem mamy taką historię – o mamie, która czytała „Żabę”. A które dziecko sobie przypomni, jak mama z nim grała na Xboxie? No i widzi Pani! Nawet mi Pani „Żabę” przypomniała!

HMG: Panie Piotrze – dziękuję Panu za tę rozmowę. Bardzo ważną. Bardzo mądrą. Dziękuję, że znalazł Pan czas na to, żeby opowiedzieć mi o książkach. Czy na koniec mogłabym poprosić Pana o przeczytanie wiersza?

PSz.: Oczywiście…

 

 

 POSŁUCHAJ : „Krowa” czyta  – Piotr Szulc 

POSŁUCHAJ : „O nienianiu” czyta  – Piotr Szulc 

 

 

 

 

 

Piotr Szulc jest aktorem teatralnym związanym z teatrami w Jeleniej Górze, Poznaniu, Kaliszu i Rzeszowie. Aktywnie promuje czytanie dzieciom jako metodę wspierania języka polskiego wśród dzieci polskiego pochodzenia. Od 2016 roku jest gościem specjalnym “Wierszo-czytanek” organizowanych  przez Stowarzyszenie iNorge. Prywatnie ukochany dziadek dwujęzycznej Nadii i Naomi.