Kamishibai. Najmniejszy teatr świata.

Opowiada Zofia Piątkowska-Wolska. Rozmawia Hanna M. Górna.

„To działa natychmiast. Zarówno dzieci, jak i dorośli uwielbiają teatrzyk kamishibai i to, co ze sobą niesie.”

 

POSŁUCHAJ WYWIADU:

 

KAMISHIBAI. NAJMNIEJSZY TEATR ŚWIATA. 

Dziś w BAJCE wyjątkowy gość, wyjątkowa historia i magiczne książki. Mam wielką przyjemność przedstawić Państwu Panią Zofię Piątkowską-Wolską. Założycielkę i redaktor naczelną Wydawnictwa Tibum. Jest niedziela rano 4 marca. Za oknem mróz i regularna zima, ale w BAJCE będzie egzotycznie. Będziemy dziś rozmawiać o kamishibai – japońskiej sztuce snucia opowieści, którą odkryłam bardzo niedawno właśnie dzięki Tibum. Wydawnictwo Tibum nie jest zwykłym wydawnictwem. Nie wydaje zwykłych książek, ale książki wyjątkowe pod każdym względem. Zaczynając od formy – gdzie książka, tak naprawdę wcale książką nie jest – na stylu opowieści kończąc. Niektórzy mówią o nich – najmniejszy teatr świata. Dla mnie, są połączeniem sztuk: ilustracji, narracji i słowa – z których wyrasta żywa opowieść. Ale zacznijmy od początku.

HMG: Pani Zosiu, czym jest kamishibai?

ZP-W: Kamishibai to sztuka prezentacji obrazów i tekstu, za pomocą drewnianego teatrzyku, może podobnego troszkę do teatrzyków marionetkowych, tylko zamiast marionetek, lalek, pojawiają się w oknie teatrzyku ilustracje. Teatrzyk pojawił się w latach 20 (XX wieku) w Japonii
i był sztuką uliczną. Opowiadacze kamishibai mocowali drewniane teatrzyki do rowerów i przejeżdżali od dzielnicy Tokio, do dzielnicy Tokio – a później od wioski, do wioski w całej Japonii. Zatrzymywali się i za pomocą magicznych klekotek, zwoływali dzieci na spektakl. Dzieci gromadziły się wokół i wysłuchiwały przedstawienia. Opowiadacze w pewnym momencie kończyli historię i zapraszali dzieci o tej samej porze, tego samego dnia za tydzień po to, aby dzieci mogły wysłuchać kolejnych opowieści, a oni w ten sposób zarabiali, ponieważ podczas seansów kamishibai sprzedawali widzom cukierki i słodkie pączki.

HMG: Proszę powiedzieć, co oznacza nazwa kamishibai?

ZP-W: Kami – papier, shibai – teatr, czyli „papierowy teatr”. I my (Tibum) rzeczywiście używamy takiego sformułowania przy opisie tego co robimy, bo rzeczywiście tym papierem jest książka, a teatrem – drewniany teatrzyk.

HMG: Jakie opowieści opowiadali opowiadacze kamishibai?

ZP-W: W tamtym czasie w Japonii, pierwszymi opowieściami kamishibai były opowieści snute na motywach legend japońskich, gdzie głównym bohaterem większości z nich był Ogon Bat. Dziś powiedzielibyśmy o nim – superbohater. I jak to zwykle bywa z superbohaterami, cały wątek opowieści sprowadzał się do walki dobra ze złem i oczywiście zawsze to dobro zwyciężało. Tamte opowieści miały charakter absolutnie rozrywkowy i właśnie taki charakter miało pierwsze kamishibai na ulicach Tokio w latach 20 (XX wieku).

HMG: A jak wygląda technicznie takie opowiadanie? Opowiada Pani, że jest teatrzyk, który się rozkłada, są ilustracje ale właściwie – jak to się dzieje? Jak opowiadać książkę kamishibai?

ZP-W: Pierwsze japońskie opowieści kamishibai, były malowane przez artystów w jednym egzemplarzu i wędrowały z rąk do rąk. Nie posiadały one tekstu. Były to tylko ilustracje, które były pokazywane a opowieść była opowiadana przez opowiadaczy kamishibai. Z czasem – jeszcze przed wojną (1939 – 1945), powstały pierwsze opowieści kamishibai z tekstem z tyłu i wtedy tekst był czytany. A jak to technicznie wygląda? Na przedniej karcie książki kamishibai znajduje się ilustracja, z tyłu – znajduje się tekst. Dzięki temu zabiegowi, że karty są cofnięte o jedną, jeżeli chodzi o tekst, możliwe jest czytanie i oglądanie przez publiczność odpowiedniej karty kamishibai.

HMG: Książki kamishibai nie są tak naprawdę książkami, tylko są to karty narracyjne.

ZP-W: Powiemy tak: książki kamishibai, to karty narracyjne do teatrzyku kamishibai. My (Tibum) od samego początku używamy słowa książki, dlatego że w Europie, jak i również w Japonii po wojnie, karty narracyjne były książkami. To znaczy, były one tworzone przez autorów
i ilustratorów, więc były to osobne twory literackie. Znajdowały się również w zasobach bibliotek. Często książki, które wydajemy są adaptacją książek obrazkowych, wydanych w formie tradycyjnej. Często jest to książka albumowa, czyli książka, która jest dużego formatu i w której ilustracja jest ważniejsza niż tekst. Ważniejsza w takim sensie, że nierzadko ilustracja mówi więcej niż słowa.

HMG: Czytałam, że złota era kamishibai przypada na lata 20 XX w. Potem zaczyna się kryzys, a wraz z erą denki kamishibai czyli popularyzacją elektronicznego papierowego teatru, w latach 1950-1960, czyli po ekspansji telewizji, sztuka kamishibai w Japonii podupadła. Telewizja wyparła teatr. A jak jest dziś?

ZP-W: Po wojnie powstało kilka stowarzyszeń, które postanowiły wykorzystać kamishibai do edukacji. Można powiedzieć, że wówczas nastała złota era kamishibai książkowego i edukacyjnego. Kamishibai trafił z ulicy do bibliotek i szkół. Taka sytuacja miała miejsce do momentu pojawienia się telewizji. Kiedy pojawiła się telewizja, uliczny teatrzyk kamishibai zniknął, natomiast nadal kamishibai było używane w szkołach i bibliotekach. Dzięki temu przetrwało do lat 70 i wówczas, podczas jednej z podróży do Japonii, pani Édith Montelle przywiozła pierwszy teatrzyk kamishibai do Europy. Tak rozpoczął się sukces kamishibai w Europie i na świecie. Dzięki temu, że bibliotekarze japońscy nadal go używali.

HMG: W 2012 roku Wydawnictwo Tibum wprowadziło książki kamishibai do Polski. Jak to się zaczęło? Skąd taki pomysł?

ZP-W: Chciałam stworzyć wydawnictwo książek dla dzieci. Pojawił się na świecie mój syn. Dzięki kontaktom z wydawnictwami francuskimi dostawałam dużo pięknych książek obrazkowych z Francji, z Włoch. Postanowiłam, że tego typu książki chciałabym wydawać, zwłaszcza, że wówczas w Polsce książka obrazkowa była bardzo mało znana. Wtedy też pojechałam na targi książki dziecięcej do Bolonii i u jednego z wydawców francuskich odkryłam teatrzyk kamishibai. Kiedy wróciłam do Polski, okazało się, że teatrzyk kamishibai w ogóle nie istnieje w świadomości zarówno nauczycieli, jak i rodziców. Jest zupełnie nieznany. Postanowiłam, że chciałabym poświęcić się właśnie temu tematowi, bo zostałam zauroczona teatrzykiem, tak jak z resztą wszyscy, którzy mają okazję uczestniczyć w seansach kamishibai. To działa natychmiast. Zarówno dzieci, jak i dorośli uwielbiają teatrzyk kamishibai i to, co ze sobą niesie.

HMG: Jest to bez wątpienia szczególna forma literacka, ale proszę powiedzieć na czym polega magia?

ZP-W: Oczywiście to, że teatrzyk kamishibai jest magiczny, to tylko przenośnia. Cała magia polega na bardzo prostych elementach, na które składa się między innymi to, że w przeciwieństwie do książki tradycyjnej, książka kamishibai jest prezentowana grupie osób. I wszyscy razem uczestniczymy w magii współuczestnictwa. Razem przeżywamy historię. Bardzo ważną rolą jest tutaj rola lektora, ponieważ pozostaje on w ciągłym kontakcie wzrokowym z publicznością. I tutaj można wspomnieć o działaniu neuronów lustrzanych czyli o tym, że żadna informacja nie będzie dla nas tak istotna, jak informacja przekazana przez drugiego człowieka i to wówczas, kiedy patrzy nam prosto w oczy. I myślę, że to jest ten element, który powoduje, że teatrzyk tak działa a osoby, które uczestniczą w seansach kamishibai mają wrażenie, że przeżyły coś niezwykłego. O tym elemencie pisze autorka książki „Wszystko o Kamishibai. Pytania i odpowiedzi” (wyd.Tibum) Noriko Matsuii. Jest to element, który pojawia się w trakcie seansu kamishibai i w Japonii jest nazywany kiokai, co oznacza współuczestnictwo, wspólne przeżywanie ważnej chwili.

HMG: Neurony zwierciadlane są w ogóle szalenie istotne, także w pracy logopedy. Są podstawą nie tylko samej pracy z dziećmi czy dorosłymi, ale w ogóle uczenia się. I tutaj faktycznie, w przypadku neuronów zwierciadlanych podstawą jest zbudowanie wspólnego pola uwagi i utrzymywanie kontaktu wzrokowego, bo bez nich neurony zwierciadlane nie zadziałają. Jeżeli maluch jest w stanie naśladować to, co robię, to jest w stanie naśladować to co mówię – to tak w największym uproszczeniu. Zatem w przypadku kamishibai magia, o której rozmawiamy, dzieje się na drodze neurobiologicznej. To niesamowite jak biologia współgra ze sztuką.

ZP-W: Dlatego też teatrzyk kamishibai od samego początku był wykorzystywany przez logopedów.

HMG: Książki kamishibai to doskonały sposób na opowieść ale także na naukę języka, ponieważ wpisują się, lub też w łatwy sposób mogą być dostosowane do metody nauki języka jakim jest storrytelling. Kilka tygodni temu na blogu napisałam króciutki artykuł, o tym samym tytule. Pisałam, że opowiadanie bajek jest doskonałym sposobem nauki języka ponieważ dziecko nigdy nie jest biernym odbiorcą bajki tylko zawsze bardzo aktywnie przeżywa to, co się dzieje w opowieści. Mało tego podczas takiego słuchania czy czytania, dziecko uczy się wielozmysłowo, angażuje swoje emocje i dlatego, mówiąc o stymulacji językowej i nauce języka opowiadanie bajek przynosi tak fantastyczny efekt. Bo są emocje, są przeżycia a dziecko doświadcza historii. W przypadku kamishibai to doświadczanie jest jeszcze silniejsze, bo historia płynie tu i teraz a dziecko jest słuchaczem i widzem. Zatem książki kamishibai i storytelling to dobra para. Świetna stymulacja językowa. I o ile z książkami napisanymi
w jednym języku – nie ma problemu, bo wiadomo jak je czytać, bo jest jeden język – to pytania mogą się pojawić przy książkach napisanych w dwóch lub w większej ilości języków. Zwróciłam uwagę na to, że tworzycie Państwo książki trójjęzyczne. Jaka jest intencja takich książek?

ZP-W: Postanowiliśmy rozpocząć cykl wydawniczy książek wielojęzycznych z tego względu, że po pierwsze takie rodziny zdarzają się coraz częściej, a poza tym jest bardzo duże zapotrzebowanie na książki wielojęzyczne dla osób, które uczą się języków obcych. Wiele razy otrzymywaliśmy sygnały od nauczycieli języków obcych, że bardzo przydałyby im się książki wielojęzyczne do pracy w szkole i spełniamy te oczekiwania.

HMG: Wydaje mi się, że to jest strzał w „10” – książki napisane w większej ilości języków niż jeden. Jeżeli mogę, chciałabym jednak zwrócić uwagę na małą pułapkę, w którą łatwo można się złapać, w przypadku rodzin wielojęzycznych. Nie będę opowiadać o nauce języka obcego
w ogóle, bo nie jestem nauczycielem języka, ale opowiem o dzieciach, które są wychowywane w dwóch kulturach (a tym samym w przynajmniej dwóch językach), bo w przypadku takich maluchów, jest jedna
zasada, której warto nie łamać, czytając książki napisane w dwóch językach. Takie książki dwujęzyczne, są bardzo dobrym pomysłem dla dwujęzyczków, którzy mają rodziców mówiących w dwóch językach, czyli mama mówi na przykład po polsku, a tata po francusku. Ale zasada czytania bajek jest taka, że NIGDY książka, nie powinna być czytana w dwóch językach przez jedną osobę. Czyli mama z przykładu może czytać taką książkę tylko po polsku, a tata tylko po francusku. Szczególnie wtedy, kiedy dziecko w ogóle nie zna języka, albo ma jakieś problemy np. opóźniony rozwój mowy. Niestety, gdy jeden rodzic czyta dziecku w jednym i drugim języku, to zamiast wspomóc i stymulować rozwój językowy, powoduje mieszanie kodów językowych. A tego dwujęzyczkom robić nie wolno, bo bardzo utrudniamy im wtedy przyswajanie języków i komunikację. Dlatego właśnie, aby taka dwujęzyczna książka spełniła swoje zadanie, warto rozdzielić narratorów, by tych języków nie plątać. Jedna osoba-jeden język. Tak samo, jak mówimy do dziecka w swoim języku, tak samo czytamy tylko w swoim języku.

HMG: To tyle moich uwag odnośnie kwestii narratora, ale może jest coś, co mogłaby Pani dodać?

ZP-W: Płynność narracji jest podstawowym elementem kamishibai. Jeżeli nie jest zachowana płynność narracji, to cały sens kamishibai i uwagi, którą jesteśmy w stanie skupić na opowieści traci się. Karta kamishibai, która będzie przegadana, jeżeli chodzi o tekst, nie będzie odbierana przez widza w taki sposób w jaki być powinna dlatego, że w tekście może się wydarzyć już wiele rzeczy, które nie są pokazane na ilustracji.

HMG: Rozumiem, zatem narracja musi być spójna z ilustracją, dlatego, że w innym przypadku widz traci zainteresowanie.

ZP-W: Dokładnie tak.

 HMG: Dziękuję bardzo serdecznie za tę inspisującą rozmowę. Mam nadzieję, że więcej osób dowie się, czym jest papierowy teatr i chętnie sięgnie po książki kamishibai. Warto. Z całego serca polecam! Dziękuję Pani Zosiu.

ZP-W: Dziękuję bardzo za rozmowę i zapraszam wszystkich na seanse kamishibai organizowane zarówno przez Tibum jak i przez biblioteki w całej Polsce. Pozdrawiam.

 

 

 

 

 

Zofia Piątkowska-Wolska -  kulturoznawczyni – ukończyła Wydział filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowo zarządzanie na Uniwersytecie Lyon III. Tłumaczka języka francuskiego,przetłumaczyła między innymi "Myśli płynące z serca XIV Dalajlamy" oraz biografię obecnego Dalajlamy.Założycielka i redaktor naczelna Wydawnictwa Tibum. Organizuje warsztaty, na których uczy Metody Kamishibai. Więcej informacji na stronie www.tibum.pl

Kamishibai:  film1  film2