„Rysowanie jest kontrapunktem pisania” – O książkach i kredkach.

Opowiada Kasia Warpas. Rozmawia Hanna M. Górna.

Moim gościem jest dziś Kasia Warpas – graficzka i ilustratorka. Tworzy dla dzieci w każdym wieku. Współpracuje m.in. z Magazynem dla Dzieci „Świerszczyk”. Jest też doktorem w dziedzinie muzealnych interaktywności dla najmłodszych, które – jak mówi – zdarza się jej projektować. Internetowej publiczności znana jako Bebe. O Bebe można poczytać na blog.kasiawarpas.com. Kasia to społecznik o wielkim sercu. Od 2009 wraz
z innymi Dobrymi Duszami (odsyłamy na Blog Kaczki) prowadzi akcję świąteczną „Robótka”. Kasia jest też autorką Bajkowych Benjaminków.

 

HMG: Witaj Kasiu!

KaWar: Cześć!

HMG: Jako dziecko marzyłaś o masowej produkcji środkowych kanapek
z dżemem (TUTAJ można przeczytać historię o kanapkach). Jak już wiemy – ten akurat plan się nie powiódł. Skończyłaś bowiem z doktoratem i tęczą kredek. Jak to się właściwie stało, że zostałaś ilustratorką?

KaWar: Opowiem ci krótszą wersję tej historii… A krótsza wersja jest taka: kiedy pisałam swój blog, to poznałam w sieci wiele ciekawych osób. Jedną
z nich była Magda Kiełbowicz, która właśnie napisała swoje pierwsze opowiadanie do „Świerszczyka”. Magda uznała, że świetnym pomysłem będzie, jak zilustruję jej opowiadanie. Tak też się stało i wszystko posłałyśmy „Świerszczykowi” razem – w pakiecie. Ku naszej wielkiej radości, redaktor naczelna pani Węgrzecka, zapałała wielkim entuzjazmem w stronę naszego duetu i przyjęła nas na łamy „Świerszczyka”. Wkrótce ukazało się pierwsze opowiadanie Magdy a wraz z nim – moje ilustracje. Taki był początek.

HMG: Wymarzony debiut. Wszak „ Świerszczyk” to legenda.

KaWar: To prawda, „Świerszczyk” jest kultowym magazynem. Ma ponad 70-letnią tradycję. Odmówić takiego zaszczytu – nie mogłam! Bardzo byłyśmy
z Magdą szczęśliwe.

HMG: Dlaczego akurat ilustracja dla dzieci? To przypadek?

KaWar: Ja… lubię dzieci. Chociaż właściwie mój mąż mówi, że lubię wszystko to, co jest dla dzieci.Z podkreśleniem „dla”. I chyba ma rację, bo teraz na przykład patrzę sobie na moje cztery półki z książkami…
Z książkami dla dzieci, jakby ktoś miał wątpliwości.

Od zawsze interesowałam się rzeczami dla dzieci
i projektowaniem dla dzieci. Może dlatego, że projektowanie
dla dzieci ma elementy, które bardzo lubię: kolor i czystą radość. Taką prostą. Bez kanonów i ograniczeń.

Ale też – to, co powstaje z myślą o dzieciach, musi być bardzo dobrze przemyślane. To jest taki trochę „puzzel”, który lubię rozwiązywać. Wszystko, co się tworzy, projektuje dla dzieci musi mieć sens, bo one od razu wyłapują wszelkie nieścisłości i są dość krytyczne. Dlatego trzeba się dobrze zastanowić. I ja to bardzo lubię. Tak staram się rysować.

HMG: Lubię przenikliwość twoich rysunków. I to, że one zawsze mają drugie dno. Nie są utarte. Na pierwszy „ogląd” widać coś – np. dziewczynka kopie piłkę – ale powidok, ma już całkiem inne znaczenie: „DZIEWCZYNKA! KOPIE PIŁKĘ!”. Na twoich ilustracjach jest dużo żartu
i cała masa emocji, które akcentujesz bardzo subtelną kreską, a jednak kreska ta jest szalenie wymowna… Ale jeśli pozwolisz, wróćmy jeszcze na chwilę do półek z książkami…

KaWar: Wszyscy, którzy nas odwiedzają myślą, że to są książki mojej córki, która ma teraz cztery lata i wchodzi w tę fazę, gdzie może czytać te książki, które zbierałam przez lata, ale tak naprawdę to są moje książki. A kupuję je głównie dla ilustracji. Nieraz zdarza się, że kupię książkę w ogóle nie czytając tekstu. Książka musi mi się podobać. Jako przedmiot. Jako całość.
A jestem dość wybredna… Wybieram tylko te książki, które dla mnie – są wyjątkowe. Piękne. Dopracowane. Takie perełki.

HMG: A dla kogo rysujesz? Dla dzieci? Dla frajdy? Dla dziecka, którym byłaś kiedyś? Bo nie potrafisz inaczej? Bo to twój sposób na świat?

KaWar: Z tych wszystkich powodów! To jest tak: ja lubię pisać i lubię rysować, a rysowanie jest dla mnie kontrapunktem pisania. Słowem mogę opowiedzieć coś, czego nie mogę opowiedzieć rysunkiem. I odwrotnie. Te dwa światy bardzo dobrze mi się uzupełniają. To jest mój sposób wyrażania się. Najchętniej – robię obie rzeczy na raz.

HMG: W takim razie, na ile sposobów można narysować zdenerwowanego słonia?

KaWar: Ha, ciekawe pytanie… Myślę, że można na wiele sposobów narysować takiego słonia. Zależy czym się denerwuje. Ja bym się zastanawiała czy ten słoń denerwuje się tym, że zobaczył pająka na ścianie
i strasznie się go boi. Czy może pali papierosa i idzie na pierwszą rozmowę kwalifikacyjną o wymarzoną pracę? A może będzie skakał ze spadochronem? Tyle ile powodów do zdenerwowania, tyle możliwości narysowania zdenerwowanego słonia.

HMG: To znaczy, że jak rysujesz, to tworzysz całą historię do postaci?

KaWar: Lubię tak sobie czasem oswajać postać. To bardzo pomaga, żeby się w nią wczuć. Przy dobrze opowiedzianej historii, nagle okazuje się, że ja tę postać ZNAM. W ogóle, rysowanie to proces. Tworzenie postaci to proces. Można na przykład zacząć rysować postać w szkicowniku i zobaczyć, czy jest w niej w ogóle jakiś potencjał. Czy dobrze jej z oczu patrzy. Czy ma jakąś historię… Wtedy zaczynasz myśleć – JAKĄ historię? Tę historię można sobie opowiedzieć. Można oglądać gazety i z nich sobie historię złożyć, na zasadzie: gdzie by się ta moja postać dobrze czuła? Jak by się ubierała? W jakim mieszkaniu mogłaby zamieszkać? A potem rysujesz ją w różnych sytuacjach. Próbujesz min i grymasów. Zastanawiasz się w jakich pozach by najchętniej przebywała. I tak kreska po kresce ją budujesz. Kreujesz. Stwarzasz. Bo dopiero wtedy i tylko wtedy kiedy dobrze ją poznasz, będzie ci się ją łatwo rysowało w książce… Wtedy postać zaczyna żyć…

HMG: A gdybyś rzeczywiście mogła ożywić stworzoną przez siebie postać… Tak na jeden dzień. Kto by to był?

KaWar: Najchętniej ożywiłabym sobie Gretę-Skarpetę! „Greta-Skarpeta” to tytuł książki, którą zaczęłam jakiś czas temu. Tekst napisał mój mąż, który jest Irlandczykiem. I to będzie książka dwujęzyczna. Polsko-angielska. Bohaterką jest w niej Greta-Skarpeta (nasza córka ma na imię Greta).
Jestem teraz w takim momencie, że potrzebuję nieco bardziej poznać Gretę-Skarpetę. Póki co, wiem tylko, że lubi walczyć ze smokami i nosić kolorowe skarpety. Ale co będzie dalej? Czy lubi lody waniliowe, czy czekoladowe? Jeszcze nie wiem. Bardzo bym chciała pójść z nią na lody i na spacer.

HMG: Myślę, że jakby Greta-Skarpeta wyszła z książki, to jednak niewiele miałabyś do powiedzenia… Raczej – poszłabyś za Gretami. Czem prędzej
i niezwłocznie. Ale, zawsze byłaby to szansa, żeby je trochę poobserwować. Co dwie Grety, to nie jedna.

KaWar: To mogłoby być niebezpieczne… Ale zapewne, wymagałoby wielu litrów lodów…

 HMG: Kasiu, północ-południe? Wschód-zachód? Według Kasi Warpas –
z której strony świata pochodzą najpiękniej ilustrowane książki dla dzieci? „Kasia Warpas poleca”.

KaWar: Kasia Warpas myśli, że piękne książki robi się na całym świecie, tylko nie zawsze mamy do nich dostęp. Przed naszą rozmową przygotowałam się troszkę i oglądałam kolekcję moich książek. Znalazłam kilka skarbów, którymi chciałabym się podzielić. U mnie z uwagi na języki wśród których żyję, przeważają jednak książki z Polski, ale mam też książki anglojęzyczne, trochę niemieckojęzycznych i kilka ciekawostek z Francji.
W każdym razie, wyjęłam sobie moje ulubione egzemplarze…

Oto „Cuda wianki” Marianny Oklejak. Książka o folklorze polskim, z resztą – bardzo dobrze zaprojektowana. Ja w ogóle uważam, że piękne książki, to książki dobrze zaprojektowane. Książkę postrzegam jako całość. Czasami książka ma piękną ilustrację ale kiepską topografię – i mnie to przeszkadza… Niemniej, „Cuda wianki” są piękne! Jest tu historia do przeczytania, ale – co jest szalenie ważne – każdą ilustrację można też zrozumieć bez czytania.

Kolejna książka, którą bardzo lubię, tym razem niemieckojęzyczna (co jest niezwykłe, bo niemieckojęzycznych książek mamy naprawdę mało!) – „Hier kommt Oma” /„Idzie babcia” (Stefan Boonen). Ilustrowana przez człowieka, który występuje pod pseudonimem Melvin. Jest to taki trochę komiks, a trochę książka. Tekst z obrazkami niezwykle się uzupełniają. To, co w niej lubię to to, że jest zrobiona dwukolorowo. To książka niebiesko-pomarańczowa. Lubię taki minimalizm. Całość dopełnia biel kartki, a sama ilustracja nie jest taka wygładzona… I jeszcze – jest tu bardzo dużo humoru. Uwielbiam! A poza tym historia pokazuje babcię, która nie jest kobietą siedzącą w fotelu, tylko babcią, z którą przeżywa się wspaniałe przygody.

HMG: Swetra nie zrobi ale na księżyc zabierze?

KaWar: Dokładnie.

HMG: Co tam jeszcze masz?

„In meinem kleinen Herzen” (Jo Witek, wydanie polskie „W moim sercu”, Mamania). To jedna z tych książek, którą kupiłam bez czytania. Ilustracje w moim stylu! Trochę niby ołówkowe,uzupełnione plamą koloru. Bardzo lubię taki luźny styl rysowania. Książka ma dziurę w kształcie serca.

 

 

Oliver Jeffers – jeden z moich ulubionych ilustratorów i jedna z moich ulubionych książek ”Once Upon an Alphabet”. Zbiór małych opowiadań. Wspaniała ilustracja. Do każdej litery alfabetu jest dopisana krótka historia, ale historie i postacie
w zmyślny sposób się ze sobą łączą…

 

 

 

I na koniec – „Popatrz w niebo” (Joanna Gębal, Monika Zborowska), jako przykład prostej książki, która jest dobrze zaprojektowana. „Popatrz w niebo” to historia o księżycu, który szuka przyjaciela do zabawy. Doskonale można się tutaj bawić głosem: mówić ciszej, głośniej, chrapać. Chrapać tak jak myszy, jak trawa, jak tata, jak pies. Świetna zabawa. Tę książkę bardzo lubi moja córka. Ja też.

HMG: Kasiu, a jakich książek nie lubisz?

KaWar: Takich, w których ilustracja jest zbyt dosłowna i nie pozostawia miejsca na interpretację.

Nie lubię też książek, gdzie ilustracja nie wiąże się z tekstem. Dla mnie – bez dwóch zdań – ilustracja jest czymś, co ma uzupełniać tekst. Dopisywać go. Kiedy nie da się powiedzieć nic więcej, zawsze można to narysować. Ilustracja i tekst to całość. Jeżeli ilustracja i tekst się nie uzupełniają, to nie może być dobre.

Odkąd mam córkę wiem, jak ważne jest żeby książka miała nie tylko dobrą historię, ale też – żeby tę historię dało się opowiedzieć samą ilustracją.
A są takie opowieści, gdzie nie da się tego zrobić. Albo są luki w narracji…

Dziecko nie potrafi czytać słów, ale patrzy na ilustracje i wyobraża sobie historię. Ilustracja wspomaga rozumienie. Przynajmniej na początku. Czytamy teraz z Gretą „Kubusia Puchatka”. Moja mała Greta, nie rozumie wszystkich słów historii – no bo co to u licha jest jakiś „Stumilowy Las” albo „kładka” – ale dzięki dobrej, przemyślanej, spójnej z tekstem ilustracji Greta doskonale rozumie opowieść, bo choć czasami nie ma pojęcia, co dokładnie oznaczają pojedyncze słowa, to patrząc na ilustrację, może sobie wszystko sama dopowiedzieć…

HMG: Dużo opowiadasz o Grecie. A ja wiem, że razem nie tylko czytacie, ale też tworzycie. Miałyście nawet wspólny wernisaż, który się bardzo udał i był dużym sukcesem. Jak wygląda to wasze rysowanie?

KaWar: Bardzo prosto. Idziemy za głosem serca
i rysujemy to, na co mamy ochotę. Na ogół temat narzuca moja córka, a ja idę za nią. To są też takie fazy. Typowe, artystyczne fazy. Kiedy moje dziecko ma fazę „biedronka” – to rysujemy biedronki. Temat biedronki będzie przewałkowany tysiąc razy, aż będziemy dokładnie wiedziały, jak narysować tę biedronkę. Gdzie są jej uszy i czy na pewno nosi czapkę i szalik. A potem przechodzimy na fazę krasnoludów albo śnieżycy. A potem zmieniamy koncept i budujemy wielki las z kawałków papieru toaletowego i cekinów…

HMG: Jak się bawić sztuką? Żeby było miło i przyjemnie. Bo widzisz, mam takie wrażenie, że jak słyszy się hasło: malowanie z dzieckiem, rysowanie, zabawa plastyczna (…) – to jako dorośli, bardzo się blokujemy. Gdzieś
z tyłu głowy chowa się niechęć i w jednej chwili pojawiają się argumenty przeciw: nie umiem rysować. Nie lubię. Nie będę robić z siebie wariata, przecież nie mam talentu. I założenia: a w sumie moje dziecko pewnie też nie lubi/nie potrafi/nie chce, to nie będę jej/jego zmuszać. I teraz moje pytanie – jak to zrobić, żeby się przełamać? Porzucić konwenanse
i zachęcić siebie i dzieci do aktywności artystycznej. Do zabawy sztuką.

Wszyscy wiedzą, jak bardzo ważne jest czytanie dzieciom
i z dziećmi (bo w istocie jest!), ale przecież rysowanie
z dziećmi jest tak samo ważne – choć mówi się o tym zdecydowanie za mało.

KaWar: Znam dużo ludzi którzy tak mówią – „nie umiem”… Pierwszym zadaniem takiego dorosłego jest przestać mówić takie rzeczy. Bo wtedy wkłada w głowy dzieci, że można nie potrafić. A dzieci są jeszcze na etapie, w którym tak nie myślą. Dla nich dwa kółka, dwie kropki i trzy kreski to kot. On nie musi być realistyczny. My z kolei, myślimy schematami: „muszę narysować realistycznego kota”. Kota, który będzie rozpoznawalny jako kot. A jeżeli narysuję kota z dwóch kółek i czterech kresek, to nie jest to kot. Dla dorosłego może i nie, ale dla dziecka – będzie! Dziecko sobie narysuje jedno kółko i dwie kropki – i to też będzie kot. To zależy, jak interpretuje swoje rysunki. Zatem, najpierw trzeba chyba przestać mówić „nie potrafię”, żeby nie dawać dzieciom takiego poczucia, że mogą nie potrafić. Bo dzieci przejmują to słownictwo i zachowanie. Dlatego potem, gdy ktoś prosi – narysuj domek, dziecko odpowiada – „Ale ja nie umiem. Nie wiem jak się rysuje domek. Ty narysuj.” I wtedy naprawdę trudno jest przełamać
w dziecku ten strach. A tak naprawdę, można przecież powiedzieć – „No to chodźmy! Zobaczymy jak wygląda domek i narysujemy razem. Powiem ci jak”. Zdarza mi się, że muszę czasem tak pomagać mojej córce. Taki na przykład kubek. Co to jest? Kółko, kreski, uszko. I jak jej tak wymienię po kolei – to ona bez problemu narysuje kubek, chociaż na początku nie była pewna jak. I następnym razem będzie już łatwiej. A przez to dzieci mają „fazy” rysowania i robią te swoje „produkty seryjne” – bo one się tak uczą. Doskonalą tę jedną, konkretną umiejętność.

HMG: Czyli receptą jest przestać się przejmować i rysować. Bo nikt nie jest naszym większym krytykiem, niż my sami.

KaWar: I tak naprawdę – każdy POTRAFI rysować. Jeżeli potrafisz zrobić ślad na kartce, to znaczy, że potrafisz rysować. Tylko, że nie potrafisz rysować na takim poziomie, na jakim być może byś chciał. Ale żeby to zrobić, to trzeba ćwiczyć… Rysuj więc. Kiedy potrzebujesz.

Na przykład u nas w domu jest tak, że Greta ma swój stolik i półki, na których zawsze są kredki, mazaki, nożyczki, pędzle, farby, klej, taśmy klejące, papier – i ona ma do tego zawsze dostęp. Kiedy tylko chce. Gdy ma taką ochotę, to tam sobie idzie i się bawi. I wtedy ja się dosiadam i rysujemy. Czasem jest tak, że to ja muszę zacząć coś rysować – np. głowę czegoś,
a Greta dorysowuje twarz. Wydaje mi się, że takie powszednie podejście do rysowania zabiera ten niezdrowy w pewnym sensie nacisk -„O! TERAZ OTO BĘDZIEMY RYSOWAĆ. A TERAZ LEPIĆ” – i jest bardziej organiczne. Wynikające z potrzeby. I wolne od stresu, że TRZEBA coś zrobić.

HMG: A masz może jakieś patenty na kredki albo miksturę, którą potem domywasz ściany? Po rysowaniu.

KaWar: Na naszych ścianach są kredki. Nie próbuję nawet domywać. Ale uznaliśmy, że za jakiś czas damy naszej córce pędzel i pomalujemy razem pokój… A jeśli chodzi o patenty: SUPER patentem jest to, żeby dziecko miało w domu swoje miejsce do rysowania. Naprawdę! Gdybym miała z kolei polecić, coś do rysowania, to naszymi ulubionymi są kredki Stabilo 3w1 (często je kradnę mojej córce). Są grube. Oleisto – tłuste. Mają piękne kolory. Dobrze się je trzyma w ręku. Można je rozmywać wodą. A przez to, że są takie duże, dosyć łatwo można zapełniać nimi duże przestrzenie, a to jest ważne dla dzieci, bo szybko widać efekt. I tu wkrada nam się drugi patent – warto jest kupić dziecku dobrej jakości kredki, bo po pierwsze takie kredki nie łamią się cały czas, więc nie trzeba ich ciągle temperować. A po drugie, nie są twarde. A dla dziecka jest ważne, żeby było wygodnie i – szczególnie dla dzieci, które niechętnie rysują – żeby było widać efekt, o którym wspomniałam wcześniej, bo kiedy dzieci nie widzą efektu, tracą motywację. Na dodatek męczą się niewygodną kredką. I trzeci patent: kolorowe papiery do rysowania! Nie tylko biały papier tylko właśnie – kolorowe, bo można wtedy zobaczyć jak się zachowują różne kolory, na różnych podłożach. I wreszcie można wykorzystać białą kredkę, która bardzo się przydaje przy rysowaniu bałwanów i śnieżycy…

HMG: Moim gościem była Kasia Warpas.

 

Kasia Warpas
blog.kasiawarpas.com



















   Foto: Zosia Gasik 

Zdjęcia książek pochodzą ze stron wydawnictw.