W co się bawić? O roli zabawy w rozwoju dziecka.

Opowiada Joanna Mirecka. Rozmawia Hanna M. Górna.

„Często komplikujemy dzieciom zabawy, wpychając
tam zabawki, tudzież pomoce edukacyjne. (…)
A zabawa, ma być spontaniczna!”



POSŁUCHAJ WYWIADU:

W CO SIĘ BAWIĆ? O roli zabawy w rozwoju dziecka.

Moim gościem jest dziś Joanna Mirecka, szerzej znana jako Asia Mi – Pomysłowa Mama. Pedagog, terapeuta, autorka książki.

Porozmawiamy dzisiaj o zabawie. Czym właściwie jest i jaka jest jej wartość.
I jeszcze o tym, czy zabawa – zabawie równa, czyli w skrócie: w co się bawić?

HMG: Asiu, pamiętasz swoją ulubioną zabawę z dzieciństwa?

AM: Pamiętam. Ta zabawa jest ściśle związana z towarzyszeniem sobie. Odkąd pamiętam, chciałam uczyć dzieci. I tak, razem z koleżanką Olą, robiłyśmy sobie dzienniki, sprawdzałyśmy obecność, prowadziłyśmy zajęcia. To była nasza zabawa, do której ciągle wracałyśmy. Zabawa,
w której cały czas byłyśmy w relacji, w kontakcie. Cały czas byłyśmy blisko. Nie pamiętam natomiast żadnej swojej zabawy związanej z zabawką.

HMG: Działała wyobraźnia i kreatywność – zabawa tematyczna zatem.

AM: Dokładnie tak. Zabawa tematyczna. Zabawa w życie. Zabawa w świat.

HMG: Po co my się tak właściwie bawimy? Po co dzieciom zabawa?

AM: Musimy pamiętać, że od samego początku – zabawa jest podstawową aktywnością dziecka i jest dziecku niezbędna! Poprzez zabawę dzieci poznają świat, zgłębiają go, uczą się. Dzięki zabawie, dziecko intuicyjnie wybiera to, do czego mu bliżej, gdzie czuje się bezpiecznie, spokojnie.
I właśnie po to jest zabawa. Żeby dziecko mogło poznawać siebie, swoich bliskich i świat w ogóle.

HMG: Odnoszę wrażenie, że bardzo często nie doceniamy wartości zabawy i zapominamy, że poprzez zabawę, dziecko uczy się najwięcej. Zabawa jest naturalną potrzebą dziecka. Odgrywa ogromną rolę w przyswajaniu wiedzy ponieważ za każdym razem – angażuje ciało, emocje i umysł. Dzięki zabawie dzieci poznają możliwości własnego ciała, zdobywają nowe umiejętności i doskonalą te już poznane, rozwijają kreatywność, myślenie przyczynowo-skutkowe, nawiązują relacje, uczą się rozwiązywania problemów i wyrażania swoich myśli. Do takiej zabawy, niezbędna jest komunikacja i kontakt z drugim człowiekiem. Tylko, że… zabawa, zabawie nierówna. I nie każda aktywność dziecka będzie zabawą, w pełni tego słowa znaczeniu… Ale zanim o tym powiemy, chciałam zadać Ci jeszcze jedno pytanie. Przyznam – dosyć trudne. Asiu, w co się dzisiaj bawią dzieci? Masz jakiś pomysł?

AM: Mam pewne obserwacje. Od wielu lat pracuję z dziećmi i na przestrzeni tego czasu widzę, w co się dzieci bawią i w co się bawiły. Wcześniej, zabawa była ściśle związana z byciem razem, z towarzyszeniem sobie. Dzieci budowały bazy, ale budowały razem, w bandzie. To były zabawy, które zaczynały się od spotkania i wymyślenia czegoś. Natomiast dziś, kiedy jestem na zajęciach w przedszkolu czy w szkole widzę, że dzieci mają trudność z wejściem w grupę. Z zaproponowanemu czegoś. Ze zwykłym pobawieniem się w coś. Generalnie, dzieci bawią się dziś same. Ale to też nie jest taka zabawa, w której dziecko coś sobie wymyśla i kreuje przestrzeń. Nie. Dzieci są raczej przyzwyczajone do kontaktu dziecko-dorosły albo dziecko – sprzęt. Ponadto, dziecięce zabawy są niesamowicie mocno skoncentrowane na działaniu – dzieci muszą coś konkretnego zrobić, wykonać jakieś określone zadanie. I my jako dorośli, także wytworzyliśmy coś takiego, że zabawa zawsze musi mieć ten wydźwięk edukacyjny. Kiedyś było tak, że dziecko uczyło się mimowolnie – bawiąc się. A teraz, zabawa
z zamysłu jest już edukacyjna, bo ona ma czegoś nauczyć. I dorośli skupiają się na tym, żeby ten efekt zobaczyć. Żeby zabawa była mierzalna – czyli, na ile ta zabawa jest edukacyjna dla mojego dziecka. Czego ono się nauczyło?

HMG: I tym sposobem obdzieramy zabawę z radości.

AM: Dokładnie. A zabawa ma być spontaniczna! Bo tylko taka, spontaniczna zabawa, pozwala dziecku na przełamywanie barier
i  pokonywanie swoich trudności. „Stoję przed grupą dzieci. Nikogo nie znam. Zastanawiam się. Czy ktoś się ze mną pobawi, czy nie? A może, ja coś zaproponuję? Zobaczymy, czy wyjdzie…”- to jest bardzo ważne! Jestem zwolenniczką pozostawiania dzieci w zabawie – sobie, jeżeli jest taka możliwość. Po to, żeby dzieci po prostu się ze sobą bawiły, żeby próbowały wejść w relacje, nawiązać kontakt. Jestem zwolenniczką tego, żeby nie mieć tak do końca ustalonych, perfekcyjnych planów odnośnie tego, jak będzie wyglądał dzień i aktywność dziecka, którą my dorośli, dokładnie dla niego zaplanowaliśmy. Odgórnie.

HMG:  Chciałabym podkreślić, że to, co do tej pory powiedziałyśmy
o zabawie: że odkrywa przed dzieckiem jego umiejętności, angażuje emocje, rozwija kreatywność (…) – to nie jest przywilej zabawy edukacyjnej. To jest rola zabawy w ogóle! Wszystkie te dobre rzeczy dzieją się, kiedy dziecko jest aktywne, kiedy bawi się w piaskownicy, huśta na huśtawce, albo pomaga mamie. Dziecko nie musi rysować „edukacyjnych obrazków” i układać „edukacyjnych klocków”, żeby to osiągnąć. Wystarczą patyki, albo zwykłe klocki – bo cały czas chodzi o zwykłą, prostą, spontaniczną zabawę.

AM: Tak, bo taka zabawa wypływa z serca i z potrzeby dziecka – „Ja mam potrzebę działania. Ja mam potrzebę poznawania. Działam i poznaję zatem.” Często komplikujemy dzieciom zabawy, wpychając tam zabawki, tudzież pomoce edukacyjne. A wystarczy, tak jak powiedziałaś – pójść z dzieckiem na plac zabaw albo do parku. Rozejrzeć się i wykorzystać to, co mamy wokół. Natomiast komplikacja zabawy, obciążanie zabawy „efektem edukacyjnym” powoduje, że zabawa przestaje być spontaniczna, nie daje radości. Jest za to mocno zaplanowana i zamierzona. (…) Wydaje mi się, że zapominamy o tym, że zwykły spacer z dzieckiem – też jest świetną okazją do tego, żeby się fajnie pobawić. Kiedy patrzę jak wyglądają teraz relacje rodziców z dziećmi, widzę, że świat wymaga od nas, że musimy być perfekcyjni. W ogóle nie ma innego wyjścia! Musimy być świetni. Skuteczni. Musimy działać szybko – bo liczą się efekty. Musimy być wyspecjalizowani w wielu dziedzinach, żeby wiedzieć, czy ta zabawa aby na pewno jest dobra dla mojego dwulatka, pięciolatka, dziesięciolatka… A świat – podpowiada! Musisz to wiedzieć! Jak to – nie wiesz? I teraz, to wszystko powoduje, że słysząc, że mamy się pobawić z dzieckiem, dostajemy jakiegoś takiego – wewnętrznego paraliżu. I rodzic się „spina”, bo on teraz oto właśnie, będzie się bawił ze swoim dzieckiem i co… Co robić?

HMG: I nie wie, czy aby na pewno działa edukacyjnie, tak?

AM: Dokładnie! A teraz spójrz, jak kiedyś bawiły się dzieci. Dzieci bawiły się będąc przy mamie, tacie, babci. W ogródku – jak mama szła pielić grządki, czy jak wybierała się na zakupy. Dziecko szło z nią. Dzieci uczyły się liczyć, wyrywając marchewkę z grządki. Przy okazji – uczyły się kojarzyć warzywa. I to było zabawowe. I nikt nie mówił: „Uwaga, uwaga! Teraz będziemy poznawać warzywa pastewne!”

HMG: Czyli właściwie możemy postawić znak równości: bawimy się = spędzamy razem czas. Czas na zabawę = czas dla rodziny.

AM : Czas dla rodziny, dla siebie, czas na spojrzenie sobie w oczy. Dzisiaj wyłączam wszystko i koncentruję się na tym, że jesteśmy tutaj razem.
I robimy coś, co nam wszystkim sprawi frajdę.

HMG: I robimy cokolwiek. Jesteśmy razem. Próbujemy się ze sobą bawić, próbujemy ze sobą być – ale nie nazywamy tego „stymulacja i edukacja.”

HMG: To ja teraz przewrotnie. Uważam, że jest taka aktywność, która nie jest zabawą, która zawsze traci czas dziecka i która nie przynosi żadnego pożytku. I to jest taka aktywność, która obecnie jest najczęstsza wśród dzieci. I jak rodzic próbuje się z dzieckiem bawić, to zwykle kończy się na tym… A myślę sobie o tablecie…

AM: Wiesz co, to jest rzeczywiście trochę przerażające, bo stało się takim modelem. Wracam do domu, muszę coś szybko zrobić i pierwsza rzecz, która przychodzi do głowy, to puścić dziecku bajkę albo podać tablet. Tylko zapominamy o tym, że wsuwając dzieciom do rąk tablety, zabieramy im okazję do tego, żeby same po coś sięgnęły. Jeśli ja przykładowo trę marchewkę i miksuję coś na obiad, to moje dziecko może to przecież robić razem ze mną. Tylko taka decyzja musi wynikać z gotowości rodzica. Ja chcę, żeby dziecko się ode mnie uczyło, chcę, żeby było ze mną – trochę dłużej zabierze nam wszystko czasu – ale dziecko rzeczywiście będzie mogło zupełnie inaczej ten czas spędzić. Myślę sobie, że tablety trochę nam dziś zastępują babcię i dziadka. Zwykle (w rodzinach wielopokoleniowych), to dziadkowie zajmowali się dzieckiem, żeby na chwilę pomóc rodzicowi. Tylko tablet to po pierwsze – nie babcia albo dziadek, a po drugie – prawie nigdy nie pojawia się na chwilę… Zwykle, ta „działalność tabletowa” się przeciąga. Granice się przesuwają…

HMG: Mam świadomość, że uparcie wracam do tematu ekranów na BAJCE. Ale one będą się przewijać. Trzeba mówić głośno, że siedzenie z tabletem nie jest O.K. i nie rozwija, a tablet nie jest zabawką dla dziecka. Każda zwykła aktywność domowa, niesie ze sobą niewspółmiernie więcej korzyści, niż siedzenie z ekranami.

HMG: Asiu, napisałaś książkę „Dzieci pomysłowej mamy”. I tytułowa Pomysłowa Mama, każdego ranka odpowiada na pytanie swojej córeczki Marysi  – „Co będziemy dzisiaj robić?”. I wymyśla: zabawy, aktywności, ale tak naprawdę Pomysłowa Mama spędza ze swoimi dziećmi czas. I robi to w najzwyklejszy sposób na świecie. Natomiast, w pomysłowym domu nikt nie ogląda telewizji, nikt nie bawi się tabletem. Wszyscy za to – doświadczają… Mam prośbę – podpowiedz proszę kilka pomysłów na zabawę z dziećmi. Na wspólne spędzanie czasu. W co się bawić i czym zastąpić ekrany?

AM: Warto byłoby przyjrzeć się, z jakiego miejsca startujemy. Jesteśmy rodziną, w której nie ma ekranów, czy może jesteśmy rodziną, w której ekrany są i musimy je ograniczyć. Wiadomo, że jeżeli ekranów używamy często, to wprowadzamy nowe rzeczy stopniowo, konsekwentnie, zawsze rodzinnie. Jeżeli tablet rzeczywiście często się pojawia, to ja proponuję zrobić naradę. U nas w domu są właśnie narady. I w trakcie tych narad, wychodzą różne rzeczy: co nam przeszkadza, czego nie lubimy, za czym tęsknimy, co chcielibyśmy zrobić, co nam się podoba.

W takiej sytuacji, można sobie usiąść i powiedzieć : „Słuchajcie, trochę się martwię, jako ja – mama, że tego tabletu jest dosyć dużo w naszym domu. Może ustalmy jeden wieczór w tygodniu, kiedy będziemy sobie czytać. Będziemy znosić ulubione książki na stół i coś sobie razem przeczytamy.
A potem być może, jeżeli będziemy mieć ochotę, coś razem namalujemy.” (…) I to już jest nasze wspólne bycie. I to już jest zabawa, bo wszyscy dobrze się ze sobą bawią. Bo zaczynają się śmiać. Zaczynają wymyślać – co by tu jeszcze zrobić? A potem, z wieczoru na wieczór, z dnia na dzień – będą nam wpadać do głowy pomysły, na kolejne zabawy…

 

Warto powiesić w domu kartkę na pomysły, na której każdy z domowników będzie mógł napisać swój pomysł na zabawę, albo na to, co chciałby robić. To wszystko możemy potem wykorzystać. Jestem zwolenniczką takich aktywności i takich zabaw, w których każdy może coś zaproponować, każdy może coś zrobić. Dać coś od siebie.

W mojej książce, jest na przykład taka zabawa jak „mapa marzeń”. Każdy wypisuje, maluje, wycina z gazet swoje marzenia i nanosi je na mapę. Jest to doskonała zabawa, która pozwala się nam jeszcze lepiej poznać. Ale jest to też jest nieoceniona pomoc, kiedy szukamy dla kogoś prezentu. Zawsze można wtedy zerknąć na mapę marzeń i poszukać podpowiedzi.

Wspólne robienie herbaty, pieczenie, gotowanie – zabawy, które tak naprawdę nie są skomplikowane. Dorośli niepotrzebnie komplikują zabawę. Próbują się do niej przygotować. (…) A wystarczy, że rozsypiemy mąkę na stole – i już świetnie można rysować, przesypywać i z radością się pobrudzić – pod warunkiem, że umawiamy się, że potem wszyscy, razem sprzątamy.

Warto szukać okazji do zabawy. U nas na przykład, świetną sytuacją, którą wykorzystaliśmy do zabawy (choć wydarzyła się dawno temu, dzieci do tej pory ją wspominają), było to, jak przewróciła mi się na stół butelka z oliwą… Co tu robić? No cóż. Pozbierałam trochę ręcznikiem, ale część zostało…
I zaczęłam się zastanawiać, jak tę sytuację wykorzystać? Co pokazać? Zaczęliśmy malować po kartce palcami maczanymi w oliwie, pokazując, że to, co namalujemy jest już trwałe. Potem, powiesiliśmy te kartki w oknie
i powstały z nich rysunki prześwietlone przez słońce. To było niesamowite, bo dzieciaki zobaczyły, że tak – można się pobawić oliwą i jest fajnie, ale zobaczyły też, że oliwa niszczy papier… Więc jeśli mamy tłuste paluchy, to raczej za książki się nie bierzmy… Natomiast, gdybym miała wymyślić sposób, jak nauczyć moje dzieci, żeby szanowały książki, to pewnie długo bym się zastanawiała jak to zrobić… Pewne rzeczy po prostu się pojawiają. Tylko trzeba mieć otwartą głowę i uchwycić taki moment.

HMG: Asiu, serdecznie dziękuję za rozmowę. Nie miałam wątpliwości, że będzie bardzo wartościowa i budująca, i nie zawiodłam się. Asię, możecie Państwo spotkać na blogu – asiamipomysłowamama.pl, a jeśli chcieliby Państwo posłuchać Asi nieco dłużej, serdecznie zapraszam na warsztaty (więcej informacji pod wywiadem). Jeśli natomiast brakuje Państwu inspiracji na zabawy z dziećmi, serdecznie polecam książkę “Dzieci pomysłowej mamy”. Joanna Mirecka była moim gościem.

 

DO POBRANIA: plakat BAJKI „Zamiast ekranów” – pdf

Joanna Mirecka - pedagog, terapeuta, dietetyk, blogerka, autorka książki. Pomaga rodzicom poznać i zrozumieć swoje dzieci. Pracuje z rodzinami, bawi się z dziećmi. 






WARSZTATY Z ASIĄ:

  

















AsiaMi_plakat_relacje  AsiaMi_plakat_zlosc